poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Jestem

"Czy człowiek nie umiejący liczyć, który znalazł czterolistną koniczynę, ma też prawo do szczęścia?"

Stanisław Jerzy Lec

Cieszę się. Wróciłem do domu w niedzielę i dalej jestem zadowolony i obecny. Mruczę, wołam i czekam na nowe dźwięki. Co prawda dostaję antybiotyk, ale na tyle wcześnie, że chyba nie rozwinie się nic poważniejszego. W niedzielę jeśli nic się nie zmieni jadę znów do Bystrej na turnus.

Pożegnanie z Bieszczadami

"Społeczeństwo składa się z dwu wielkich klas: jedni mają więcej posiłków niż apetytu, drudzy więcej apetytu niż posiłków."

Nicolas Sébastien Roch Chamfort

Na koniec jeszcze rozpaliliśmy ognisko i przygotowaliśmy sobie kociołki do zjedzenia. Wszystkim smakowało. Pan Henryk i pszczółka Agatka również się przyłączyli. Następnego dnia już tylko pakowanie i powrót. To był udany wyjazd. spędziłem dwa tygodnie na powietrzu wdychając go ile się da. Słuchałem ptaków i strumyka. Dawno nie byłem taki wypoczęty i zadowolony.  Teraz nie tylko tata lubi Bieszczady. mnie i Mateuszowi też się podobają. 










niedziela, 17 sierpnia 2014

Przeprawa przez San

"Człowiek tym jest większy, im jest bardziej sobą."

Antoine de Saint-Exupéry


Jak już pisałem po tygodniu przeprowadziliśmy się do pszczółki Alicji i pana Henryka. Wspaniali ludzie. Przyjęli nas z otwartymi ramionami. Warto było się przeprowadzić i ich spotkać. Dziś to już nie takie proste trafić na otwartych i dobrych ludzi. Pszczółka Agata zbiera miód, produkuje piwo na miodzie i nalewki. Różne. Również lecznicze. Pracowicie lepi pierogi, piecze ciasta i jeździ na okoliczne jarmarki. Wywar przygotowany przez  Pana Henryka postawił na nogi mamę i tatę jak się podziębili. Przecież do lekarza daleko i nie ma czasu. 
Pan Henryk zabrał traktorem chłopaków na drugą stronę SanuWarto było się przeprawić. Las i okolica prezentowały się przepięknie. Na ścieżce widać było świeże wilcze tropy. Spora grupa musiała się przemieszczać. Widocznie czują się tu dobrze. Niestety tacie nie udało się już wyjść o świcie, żeby poczekać na wilki. Spotkanie musi przełożyć na inny termin. Przeprawa podobała się Mateuszowi i Kubie. Chłopcy byli zadowoleni. Tatowie też. 













Wędrówka

"Miód, chociaż słodki, nadmiarem słodyczy tłumi apetyt i sprowadza mdłości."

William Shake­speare

 Trochę chyba nadmiar już tych Bieszczad. Skończyć nie mogę, ale było tak przyjemnie. Obiecuję, że jeszcze tylko trzy wpisy i już koniec. Za dużo zdjęć, za dużo wrażeń, ale są jeszcze zdarzenia, które warto opisać.
W drugim tygodniu dojechali do nas Iwonka, Adam, Martusia i Kuba. Też lubią Bieszczady. To jak już przyjechali to tata Adam i tata Konrad postanowili iść w góry. Jak poszli tak nie było ich dwa dni. Podobno taki był plan. Spacerek z noclegiem pod gołym niebem. Zatwarnica - Krywe-Tworylne; rzadko uczęszczana dróżka, daleka od głównych tras, pusta cicha i spokojna. szlak dawnych ukraińskich wiosek, po których pozostały ruiny cerkwi, cmentarze i ruiny domów. Teren dziś pusty, ostoja zwierząt. Niegdyś tętniąca życiem dolina wzdłuż rzeki. Piękna trasa. Tatowie przemaszerowali dzielnie. O 22 rozłożyli się na polanie blisko Sanu. Rozwinęli maty i śpiwory. Rozpalili ognisko. Poszli spać. Nad nimi czerń nieba i blask gwiazd. Taką ilość gwiazd mają dwa nieba. Niebo bieszczadzkie i niebo biebrzańskie. Niezliczoną. Wstali o 5 rano. Świt w górach jest niezapomniany. Komary też. Znów rozpali ogień. Zjedli śniadanie spakowali się i w drogę. Wracając przywitały ich orły zataczające kręgi nad łąką. Potężne i dostojne ptaki. Po drodze natrafili jeszcze na ślady działalności dzików oraz odciski niedźwiedzich łap. Młodych, jeszcze bez pazurów. Wrócili zadowoleni. Góry to ich żywioł, a w lesie czują się jak w domu.




















piątek, 15 sierpnia 2014

Kiermasz w Zatwarnicy

"Ciekawość to delikatna roślinka, która, niezależnie od pobudzania, potrzebuje przede wszystkim wolności."

Albert Einstein

Po przeprowadzce pojechaliśmy do Zatwarnicy na kiermasz bojkowski. Bojków nie było, a kiermasz bojkowski tylko z nazwy. Mimo to trochę rękodzieła, trochę miejscowych pierogów, miodów, nalewek etc. Mała, kameralna impreza. Bardzo przyjemna.Trafił nam się koncert zespołu WADADA. Bębny z elektroniką brzmiały interesująco. Mat słuchał jak wytrawny bywalec koncertów. Ja cieszyłem się z każdej nutki. Tylko zbyt długie karmienie powodowało zaciskanie zębów przeze mnie.