piątek, 11 maja 2012

Biebrza


"Nawet jeśli założyć, że twoim przeznaczeniem jest to, że twoje wybory i wysiłki idą na marne, jesteś zdecydowanie sobą i nikim innym. Posuwasz się naprzód niewątpliwie jako Ty."
Haruki Murakami

Pewnie się zastanawialiście czemu nie ma wieści... przecież byłem w szpitalu, wróciłem i... się urwało. Korzystając z pogody i zgody lekarza pojechaliśmy nad Biebrzę. Zapakowaliśmy Szymkobus, wózek, rowery i wyjechaliśmy z Łodzi. W końcu zapowiadała się doskonała pogoda, a wybuch wiosennej zieleni nad Biebrzą zapowiadał się imponująco. Znowu, las , bagna, zwierzaki i wijąca się rzeka.
Tuż po przyjeździe przywitał nas bocian pięknym dostojnym lotem:

W Tykocinie niespodziewanie dla nas odbyła się inscenizacja obrony zamku przed szwedzkim najazdem:



Strzały z broni palnej, huk armatni szczęk broni... zniosłem to dzielnie. Tykocin zwykle spokojny i leniwy okazał się bardzo tłoczny tego dnia, ale nie ma się co dziwić. Rekonstrukcja wydarzeń ściągnęła amatorów wrażeń wszelkich.

Znów spaliśmy w naszej ulubionej drewnianej chacie, znów powietrze biebrzańskie odurzyło mnie na tyle, że zdrowo i ze smakiem spałem na powietrzu całymi dniami.

W następnych postach obiecuję więcej zdjęć i opisów.

środa, 25 kwietnia 2012

Dla "Śfinki" i "Śfinka"




"Kwiaty na to są, ażeby więdły, ale serca są, aby kochały."

Leopold Staff

Hoja zakwitła. To ta właśnie pozostawiona w Łodzi przed powrotem do Finlandii. Ta właśnie, która zameldowana była w Warszawie. Kwitnie i ma się dobrze.
Skoro kwitnie u nas hoja to w Finlandii wiosna już blisko.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Home sweet home


"...złudzenie bycia tutaj bardziej mi się podoba niż spokój niebycia nigdzie, bycia w jakichś niebach."

Emil Cioran

Jestem w domu! Gorączka nie wraca. Jem jeszcze powoli, ale mam otwarte oczy i reaguję na dotyk i głosy. Powoli znów zaczynam przebierać nogami. Głowę trudno mi utrzymać... gorączka i antybiotyki zrobiły swoje, ale jestem w domu. Był już krótki spacer, jest Mateo, mama, tata i kot. Jest muzyka... Parę dni odpoczynku i z powrotem do pracy. Rehabilitacja, rehabilitacja rehabilitacja.
Z okazji mojego powrotu rodzice otworzyli butelkę wina pozostawioną na specjalne okazje... przez specjalnego stryjka i specjalną Agnieszkę.

sobota, 21 kwietnia 2012

Jutro wolność!


"Być wolnym... to nic, ale odzyskać wolność - to niebo."

Johann Gottlieb Fichte

Jutro wracam do domu! Dość antybiotyków, kroplówek i szpitalnego rytmu. W domu czeka tata, Mateo i kot. Na pewno się stęsknili. Jest wiosna, jest słońce, zrobiło się ciepło. Czas posłuchać jak śpiewają ptaki zamiast pomp infuzyjnych.

Lepiej


"Nie ma końca. Nie ma początku. Jest tylko niezaspokojona pasja życia."


Federico Fellini


Lepiej, gorączka spadła wreszcie. Byłem nawet 30 minut na spacerze. Jestem, znowu jestem i daję się we znaki paniom pielęgniarką. Wiem, że są smaki, których nie lubię. Zaciskam wtedy zęby i uciekam głową. Pomrukuję... Pani doktor i panie pielęgniarki widzą różnicę od naszego ostatniego październikowego spotkania. Razem z mamą czekamy teraz na "możecie wyjść".

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Szpital, szpital, szpital


"Człowiek jest słaby, a przeciwieństwa losu silne."

Mikołaj Gogol

Ja jestem słaby. Nadal mam gorączkę, krótki oddech i kaszel. 10 dzień w szpitalu. Pompa infuzyjna, tlen, inhalacje, antybiotyki. Co kilka godzin kontrola i ciągłe zastanawianie się czemu nie udaje się zbić gorączki. Dobrze jest mama.
Dzisiaj przyjechał tata z Mateuszem i trochę się ożywiłem. Przyjechali do mnie i do mamy. Ja zostałem z tatą, a Mateo i mama wyszli na krótki spacer. Potem okazało się, że tata ma urodziny. Nie ma to jak szpitalna imprezka. 100 lat śpiewane w izolatce brzmi przecież niepowtarzalnie.



Mateo z mamą postanowili zorganizować tacie urodziny mimo wszystko... W związku z powyższym Mateusz dokonał zakupu biletów na koncert i zabrał tatę. Razem się zabrali. Koncert z udziałem akordeonisty oczywiście. Ciekawe czy poznacie kto to :)




poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Gorączka


"Nie wolno mylić energii z gorączką."
Emil Cioran

No i przypałętała się gorączka. Jestem słaby, jeść dostaję w kroplówce. Skoro gorączka to i ataków więcej. Wczoraj 14... Nie ma co. Zabawa na całego. Dobrze, że przynajmniej zaokrętowali mnie w III klinice pediatrycznej CZMP. Chociaż personel znajomy.
Nadal jestem i daję znać mamie. Pomrukuję. Słabo, ale jednak.


PS.
Nie wiem kto czyta bloga w Kolumbii, ale pozdrawiam z całych sił.

sobota, 7 kwietnia 2012

Tak było w Mielnie


"Ludzka siła wyrasta ze słabości."

Ralph Waldo Emerson

Patrząc na zdjęcie można by pewnie rzec, że spędziłem dwa tygodnie w komfortowych warunkach odpoczywając nad morzem. Nic bardziej mylnego. Dwa tygodnie uczciwych, wyczerpujących ćwiczeń. Dzień ustawiony od rana do wieczoru jak w przedwojennej brygadzie kawalerii. Wszystko jak w zegarku. Na czym polegały ćwiczenia? To specjalne masaże i uciski, ale o tym musiałaby raczej mama coś powiedzieć. Wiem tylko tyle, że po całym dniu wyginania, masowania, napinania byłem bardzo zmęczony ku uciesze rehabilitantek. Ważne jest to, że ćwiczenia zadziałały i zdecydowanie byłem bardziej świadomy. Może ćwiczenia, a może to nadmorski wiatr przegoniły nieco ciemną stronę snu. Efekt był taki, że miałem świadome oczy i ewidentnie uczestniczyłem w codziennym życiu dając znać o sobie. Wyjazd bardzo udany i bardzo efektywny. Mama już zapisała nas na przyszły rok... w tym już nie ma miejsc.

Dzisiaj spędzam z mamą kolejny dzień w szpitalu. Dostaję antybiotyki i walczę z zapaleniem płuc. Żeby tylko mnie to nie osłabiło i nie cofnęło w krainę snu. Szkoda byłoby stracić to co wypracowałem w trakcie turnusu.








A tak wyglądaliśmy po całym wyczerpującym dniu:

piątek, 6 kwietnia 2012


"ale ja jestem tylko prostym człowiekiem, który utracił swój świat i jest w trakcie odnajdywania nowego świata. Jest to bolesna droga i daleko jeszcze do jej końca."

Marlen Haushofer

Tak właśnie otwierałem co rano oczy w trakcie turnusu. I tak otwierałem po powrocie. Mama była radosna i pełna energii. W końcu były widoczne jakieś postępy. Miałem zacząć kolejne ćwiczenia w domu, testować pionizator. Plany niestety się zmieniły. W środę miałem bilans dwulatka i wszystko było w porządku. Mam 85cm i ważę 15,5 kg. W czwartek odwiedziłem pulmonologa i okazało się, że mam podrażnione górne drogi oddechowe. Dzisiaj zameldowałem się w CZMP z zapaleniem płuc. Znowu antybiotyk. Miejmy nadzieję, że nie napsoci zbytnio.
Jakoś tak się dzieje, że w szpitalach ląduję w święta. Może by w związku z tym znieść wszystkie?

czwartek, 5 kwietnia 2012

"To jasne! Muzyka nie może się tak po prostu skończyć!"

Patrick Süskind

Dziś rarytas! Mateo w trakcie ćwiczeń. Wersję oficjalną Różowej Pantery już znacie. Dziś wersja garażowa...ale jakże pogodna. Popatrzcie i posłuchajcie.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Baffin - krzesełko i pionizator w jednym


"Armata: narzędzie stosowane do poprawiania granic państwowych."

Ambrose Bierce

Baffin: narzędzie stosowane do pionizacji, tych, którzy sami się spionizować nie mogą, czyli kolejne urządzenie do walki z ciemną stroną snu. Dziś do nas przyjechało. Zmyślny fotelik produkowany w Łodzi z elektrycznym sterowaniem. Służy jako krzesełko, a po przypięciu kamizelki i paru innych pasków oraz naciśnięciu dwóch guzików ustawia siedzącego w pozycji pionowej. Dziś po raz pierwszy "stałem sam" i nie było to zbyt męczące. Gdybym umiał mówić pewnie powiedziałbym "Luck, I'm your father..." Zdjęcie poniżej: stoję! to dziwne uczucie dociążać własne stopy. Głowę trzeba też kontrolować. Wszystko jakieś inne.

Fotelik jest dzięki wam. Gdyby nie wasze wsparcie pewnie by go nie było. To kolejny zrealizowany punkt po lampie, wózku i turnusie rehabilitacyjnym. Chapeau bas! Dziękuję!



sobota, 31 marca 2012

Urodziny


"Bo w oczach tkwi siła duszy."
Paulo Coelho

Wczoraj skończyłem dwa lata... razem z ciemną stroną snu. I pewnie mógłbym narzekać, że nie biegam, nie mówię, nie widzę. Tylko po co... to wiem ja i wy też wiecie. Ale skończyłem dwa lata, a to takie pewne jeszcze rok temu nie było. Dwa lata ćwiczeń, rehabilitacji i wysiłku. Dwa lat miłości... I to wszystko nie na darmo.
Właśnie wróciłem z Mielna z pierwszego turnusu rehabilitacyjnego. Tata nie widział mnie dwa tygodnie i nie może się nadziwić.
1. Budzę się - można oddzielić czas snu od czuwania.
2. Mam otwarte oczy - inaczej niż ostatnio. Widać na zdjęciu
3. Spinam się w sobie - wzmacniam plecy i szyję
4. Zacząłem ruszać rękami i palcami
5. Uśmiecham się i robię inne miny
6. Mruczę i daję znać, że jestem
Jestem...jestem...jestem

Turnus opiszę przy najbliższej okazji.

poniedziałek, 26 marca 2012

Mielno - tur-news


"czas biegnie szybciej niż nasze mrzonki!"
Władimir Nabokow

Połowa turnusu minęła i to bardzo pracowicie. Niestety zdjęciami z zajęć nie mogę się pochwalić, ale ćwiczę dzielnie i wytrwale. Tu na ciemną stronę snu nikt nie zwraca uwagi. Wybudzają mnie na wszelkie sposoby ćwicząc moje ciało i zmuszając do wysiłku. Jedynie dzisiaj była chwila wytchnienia i zajęcia zakończyły się po 4 godzinach. Mogliśmy zatem spokojnie udać się z mamą na spacer. Dobrze, że wzdłuż morza jest promenada, po której możemy spacerować. Po samej plaży. mimo przygotowanych zjazdów. spacerować z moim wózkiem raczej się nie da. Konstrukcja zdecydowanie miejska. Ja ćwiczę, wdycham jod, a mój brat w tym czasie poza przygotowywaniem kolejnych utworów akordeonowych i odrabianiem lekcji testuje możliwości miniaturowych pojazdów lotniczych.





Po zajęciach jestem bardzo rozluźniony i bardzo śpiący. Zasypiam w mgnieniu oka...

piątek, 23 marca 2012

Żeby się nikt nie nudził


"Najbardziej zasadniczym rodzajem miłości, który stanowi podstawę wszelkich innych typów miłości, jest miłość braterska."

Erich Fromm

Turnus rehabilitacyjny trwa. Przypuszczam, że choć część z Was chciałaby wiedzieć jak mi idzie. Na razie powiem tylko, że ćwiczę dużo, dzielnie i wytrwale. Romantycznych spacerków po promenadzie nie ma... W związku z brakiem łączności, dziś świat wg Matiego. Ostatnio zgodnie z szkolną tradycją odbył się szkolny popis. Sprawa poważna, bo i sala koncertowa spora i publiczność liczna. Scena, reflektory, rodzice i nauczyciele. Wyjścia nie ma trzeba grać. Pan Paweł - nauczyciel prowadzący instrument - zadecydował, że światło dzienne ujrzy Różowa Pantera Manciniego... i ujrzała. Mati jak zwykle przed występem się denerwował, ale po wyjściu na scenę grał jak zaczarowany, a o to przecież chodzi. Poniżej Mati, akordeon i rzadka okazja obserwowania lewej ręki akordeonisty...



Po powrocie do domu, korzystając z swobody przebywania jedynie z tatą Mat odkrywał uroki pracy archeologa, poszukującego szkieletu dinozaura. Doskonała zabawa! Dwie godziny pukania i stukania. Szkielet wykopany i złożony.

poniedziałek, 19 marca 2012

Mielno - turnus rehabilitacyjny


"Tylko nie trzeba sobie, drogi sąsiedzie, zaprzątać głowy wielkimi planami, niech mi pan wierzy! Ja, na przykład, chciałem przewędrować cały świat. Ale cóż, okazało się, że wypadło inaczej. Widzę stąd tylko bardzo nieznaczny kawałek tego świata. Myślę zresztą, że nie najlepszy jego kawałek, ale, powtarzam, to nie jest takie straszne."
Michaił Bułhakow

Choć tym razem znowu podróżuję. Wszystko dzięki Wam i ubiegłorocznym wpłatom z 1% podatku. Wczoraj dojechaliśmy do Mielna i od rana ciężko pracuję z terapeutami. Mama nie ma czasu odsapnąć. Jestem na dwutygodniowym turnusie rehabilitacyjnym, który już wcześniej planowali rodzice. 150 metrów od plaży, a ja z mamą od 9 do 18 z przerwą na obiad spędziłem w sali ćwiczeń. Dobrze,że chociaż wczoraj po przyjeździe poszliśmy na krótki spacer. Ten turnus to próba uderzenia w krainę snu, intensywna próba obudzenia ciała i umysłu. Wszystko wg metody dr Swietłany Masgutowej. Czy i jak zadziała nie wiem, ale na pewno kilka godzin ćwiczeń dzień po dniu nie powinno pozostać bez echa.






wtorek, 13 marca 2012

Centrum rehabilitacji

"Stan umysłu, w którym człowiek zdolny jest czegoś takiego dokonać, [...] przypomina stan występujący u mistyków religijnych bądź zakochanych; mój codzienny wysiłek nie jest owocem celowego zamiaru czy planu, lecz potrzebą serca."

Albert Einstein

Można zadać pytanie czy to potrzeba mojego serca czy serc rodziców i ludzi zaangażowanych, bo przecież mnie ciężko wyrwać ze snu. Sen sam w sobie złym niczym nie jest, tym trudniejsze wyrywanie się skoro to takie przyjemne. Ciemna strona snu podstępna jest. Śniąc nie zdaję sobie sprawy z tego co umyka. Ale odpowiedź na pytanie czy to moja potrzeba serca czy potrzeba innych nie jest istotna. Ich potrzeby przekładają się na moje. Wybudzany, wracając do świata ludzi obecnych sam zaczynam walczyć.

Co tydzień odwiedzamy Anię w centrum rehabilitacji. 1,5 godzinne zajęcia z uciskaniem, wyginaniem, rozciąganiem. Nic przyjemnego, a Ania uparta jest i trudno ją zniechęcić lub oszukać. Uciec też się nie da. Po takiej dawce jestem rozluźniony i zmęczony. Znowu zapadam w sen, ale sen ten inny jest. Spokojny, prawie zdrowy.