"Ludzie myślą, że padaczka jest boską chorobą przede wszystkim dlatego, że jej nie rozumieją. Ale jeśli wszystko, czego nie rozumieją, nazywaliby boskim, nie byłoby końca boskim przedmiotom."
Hipokrates
Tej na szczęście od trzech tygodni nie spotkałem. NIe mam ataków... dlaczego wcześniej nie znalazł się lekarz, żeby przebadać tarczycę i nadnercza nie wiem, ale wydaje się, że powinno być to dla specjalistów oczywiste... ale to nie specjaliści mieli dwa lata napady epilepsji nie do ogarnięcia... Należy się cieszyć z tego, że w końcu ktoś wpadł na tę oczywistą oczywistość i jak na razie epilepsja odeszła. To promyk słońca w ciemnej krainie snu tak długo oczekiwany. Dzięki niemu zapalenie płuc przechodzę bardzo dobrze. Nie mam gorączki, kataru, ani kaszlu. I WRESZCIE ODSTAWILIŚMY LEKI NA TOKSOPLAZMOZĘ. Taki mały człowiek jak ja składa się z wody i sporej dawki chemii. Teraz będzie tej chemii trochę mniej. Z przeprosinami dla Curie-Skłodowskiej.
niedziela, 5 sierpnia 2012
wtorek, 31 lipca 2012
Uśmiech
"Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna."
Czesław Miłosz
To miał być wesoły wpis. Wreszcie zacząłem się uśmiechać i to chyba dziwny i niesłychany widok dla wszystkich...Wprowadzone leki na problemy z tarczycą i nadnerczem spowodowały, że byłem bardziej ożywiony i nie miałem ataków padaczki. Wyjazd nad Biebrzę bardzo mi służył. Miałem otwarte oczy, byłem aktywny na tyle ile mogłem...Niestety po powrocie okazało się, że mam bezobiawowe zapalenie płuc... bez kataru, bez kichnięcia, bez kaszlu. Pojawiła się gorączka i szybko rodzice zawieźli mnie do szpitala. Teraz leki, kroplówki, badania... Szczęśliwie to zapalenie mimo, że rozległe, przechodzę lepiej niż poprzednie. Nie mam ataków, i nie jestem uśpiony jak przy ostatnim pobycie.
poniedziałek, 30 lipca 2012
Wróciliśmy
Wszystko byłoby pięknie. Niestety z niewiadomych przyczyn dostałem gorączki, mam krótki oddech i właśnie pakujemy się do szpitala...ani chwili spokoju.
sobota, 21 lipca 2012
Ptaki
W pobliskim lesie mimo, że na pierwszy rzut oka są niewidoczne ptaków jest cała masa. Czatowanie i podchodzenie wymaga wprawy, której rzecz oczywista nie posiadamy. Próby trwają...wszystkiego trzeba się nauczyć. O dziwo nie wszystkie małe ptaki w lesie to wróble. Anię poprosimy o sklasyfikowanie efektów :)
Wieści z Wilczej Jamy
"Gdyby tak można sfotografować nasze sny!"
Emil Cioran
Właśnie! Ciekawe jakie są moje sny. Przecież śpię bardzo długo. Można powiedzieć, że mam wprawę i jestem specjalistą. Powietrze w Wilczej Jamie zdecydowanie mi służy. Oczy otwieram na długo, mruczę i przeciągam się. Padaczka atakuje czasem, ale nie tak często i mocno jak w Łodzi.
Wczoraj pojechaliśmy do Pana Krzysztofa czyli Króla Biebrzy. Znów oglądaliśmy wspaniałą kolekcję prac ludowych biebrzańskich artystów. Potem, tata Konrad z tatą Adamem i mamą Iwonką zabrali Mateusza i Kubę na spacer po bagnach w okolicy wsi Gugny. Dzielnie dotarli na wieżę widokową i wrócili. Oczywiście częściowo zalani.
W trakcie leśnych spacerów chłopaki organizują sobie manewry. Mateo i Kuba szukają dobrze zamaskowanych ojców. Zabawy mają przy tym bez liku.Z tej okazji tata Adam wpadł na pomysł wystrugania drewnianych strzelb. Przy następnej okazji chłopaki nie będą biegać z pustymi rękami.
Po kilku spędzonych z nami dniach Danka z Mariuszem musieli wracać do domu. Fajnie, że choć trzy dni mogli z nami spędzić.
czwartek, 19 lipca 2012
Wilcza Jama
"Wiecznie niezrozumiałe w przyrodzie jest to, że można ją zrozumieć."
Albert Einstein
Wilcza Jama i pobliskie lasy to schronienie dla ptactwa różnej maści. Specjaliści pewnie mają tu raj... poznają zwyczaje i obserwują. Ci, którzy fotografują tez mają co robić, a im mniejszy ptaszek tym trudniej zrobić mu zdjęcie. Dzięki gościnności Pana Marka popłynęliśmy kajakami z Ossowca w dół rzeki...szkoda, że pod wiatr, a wiało dość silnie. Dzisiaj rano Pana Marek razem z tatą poszli do lasu szukać łosia... ślady były... niestety bez właścicieli. Mimo to wycieczka i tak była udana. Podmokły las o poranku jest piękny....
Anię jak zwykle poprosimy o identyfikację.
PS
Czuję się dobrze i mam mniej ataków...odpoczywam
poniedziałek, 16 lipca 2012
Wakacje - i znowu Biebrza
"Mój mózg jest moim drugim ulubionym organem"
Woody Allen
I pewnie nie tylko moim. Neurochirurdzy z upodobaniem obserwują mój mózg. Ostatnio po rezonansie wymyślają coś o uaktywnieniu wodogłowia i kombinują co by tu jeszcze namieszać. Ponieważ nie ma żadnych zmian w moim zachowaniu szybko uciekliśmy nad Biebrzę. Tu nas nie znajdą! Mama, tata, Mat i ja oraz Aramisy. Jednym słowem Biebrzymy! Słońce, las, rzeka i bagna...
Anię poprosimy o identyfikację fotografowanego obiektu i stosowny komentarz.
czwartek, 5 lipca 2012
Wiki
"Kto nie ma odwagi starać się o swoje szczęście, tym samym udowadnia wyraźnie, że tego szczęścia nie jest wart."
Carlo Goldoni
Dziś ważny dzień. Po 11 miesiącach pobytu w CZMP na oddziale neurochirurgii Wiki z mamą Kingą wracają do domu. Dla mnie i mojej rodziny każdy taki powrót jest wydarzeniem, ale przecież my mieszkamy w Łodzi... a Wiki mieszka daleko, bardzo daleko. Razem z mamą walczą o szczęście i zdrowie Wiki. Ostatnie 11 miesięcy bez przerwy życie toczyło się na oddziale szpitalnym... prawie rok. Piątka chorych w sali, Kinga śpiąca przy Wiktorii na podłodze, dom daleko, rodzina daleko. Przecież nie mogą wszyscy wprowadzić się do szpitala. Wiki ma podobne problemy do mnie... i też tak jak u mnie białko w płynie mózgowym było zbyt wysokie i to przez 11 miesięcy. Wreszcie udało się oczyścić płyn i przeprowadzić zabieg. Wracają do domu! Kto raz widział Wiki i Kingę wie, że obie znalazły szczęście w sobie mimo tak wielu trudności, a Kinga przez te 11 miesięcy pokazała hart ducha i siłę, na którą stać kochającą matkę. Mimo zwątpień, słabości, wątpliwości wytrwała i dziś pewnie jeszcze szczęśliwsza wraca do domu.
Carlo Goldoni
Dziś ważny dzień. Po 11 miesiącach pobytu w CZMP na oddziale neurochirurgii Wiki z mamą Kingą wracają do domu. Dla mnie i mojej rodziny każdy taki powrót jest wydarzeniem, ale przecież my mieszkamy w Łodzi... a Wiki mieszka daleko, bardzo daleko. Razem z mamą walczą o szczęście i zdrowie Wiki. Ostatnie 11 miesięcy bez przerwy życie toczyło się na oddziale szpitalnym... prawie rok. Piątka chorych w sali, Kinga śpiąca przy Wiktorii na podłodze, dom daleko, rodzina daleko. Przecież nie mogą wszyscy wprowadzić się do szpitala. Wiki ma podobne problemy do mnie... i też tak jak u mnie białko w płynie mózgowym było zbyt wysokie i to przez 11 miesięcy. Wreszcie udało się oczyścić płyn i przeprowadzić zabieg. Wracają do domu! Kto raz widział Wiki i Kingę wie, że obie znalazły szczęście w sobie mimo tak wielu trudności, a Kinga przez te 11 miesięcy pokazała hart ducha i siłę, na którą stać kochającą matkę. Mimo zwątpień, słabości, wątpliwości wytrwała i dziś pewnie jeszcze szczęśliwsza wraca do domu.
środa, 4 lipca 2012
W domu
Wróciłem. Skończyło się na dwudniowym pobycie. Wynik rezonansu: na razie nie wiemy, ale skoro wypuścili i nie ostrzą narzędzi to chyba dobrze.Pożegnanie Rzeźni nr 5 odbyło się bez zbędnych czułości. Dziwne, że w jednym szpitalu mogą być tak różnie prowadzone kliniki. Mieszanie w salach dzieci z dorosłymi to pomysł tak beznadziejny jak spanie matek na podłodze przy dzieciach.
Rezonans
"Prawdą jest to, co wytrzyma próbę doświadczenia."
Albert Einstein
Badanie się udało. O dziwo wszystko poszło gładko i pobranie krwi i kroplówka poszły bez kłopotów. Rezonans też się udało zrobić. Maszyna nie zawiodła, a mama uparła się zrobić rezonans bez znieczulenia i też się udało. Czyli wszystko pomyślnie. Szkoda tylko, że przy okazji tak łatwo ściągnęli nas na ziemię, informując bezceremonialnie, że nie mam szansy na normalne funkcjonowanie. Szkoda, że nie potrafią wyjaśnić jak to się stało, że jak się urodziłem wszczepili mi zapalenie opon mózgowych.
Teraz czekam na wyniki. Jeżeli nie będzie zmian może i dziś opuszczę ten mało przyjemny oddział.
wtorek, 3 lipca 2012
Rezonans magnetyczny
"[...] jaki sens miałoby pisanie, gdyby nie stała za nim wola prawdy?"
Hermann Hesse
Znowu szpital...tym razem planowy rezonans magnetyczny. Dziś się zameldowałem. Pierwszy sukces jest: paniom pielęgniarkom udało się pobrać krew. Neurochirurgia w CZMP to nie jest miejsce marzeń - szczególnie letnich. Na oddziale sa zarówno dorośli jak i dzieci przemieszani w pokojach. Część urzęduje na korytarzach, mamy śpią na podłodze. Szczęśliwie na oddziale jest Wiki z mamą... posiadaczki obecnego rekordu - 11 miesięcy pobytu bez przerw na tym właśnie oddziale... Jeżeli wyniki będą dobre wreszcie wrócą do domu. Trzymamy kciuki. Jutro około 12 powinienem mieć rezonans.
piątek, 29 czerwca 2012
Endokrynologia - na razie koniec
"Przed wszystkimi świat stoi otworem. Przed jednymi - wejściem, przed drugimi - wyjściem."
Władysław Grzeszczyk
Ja zaś opuściłem Endokrynologię bogatszy o dwa dodatkowe leki. Cóż tarczycę i nadnercze trzeba wspomóc. Może będę lepiej funkcjonował. Ważne, że jest pogoda i jestem w domu. Teraz odsypiam i odpoczywam.
wtorek, 26 czerwca 2012

"[...] zamartwianie się tym, nad czym nie mamy kontroli, jest bez sensu, prawda?"
Stephen King
Jutro wychodzę, choć radość ta częściowa tylko. Badania potwierdziły kłopoty z gruczołami. Będą kolejne leki, na to wpływu nie mam. Ciemna strona snu podstępna jest. Mnoży przeciwności. Mając jednak diagnozę można zdecydować o leczeniu, a to może poprawić mój ogólny stan. Racjonalnego myślenia nie ma. Myślę marzeniami.
Wyprawa nr 5 - Spływ

"Oczekiwanie na niebezpieczeństwo jest gorsze niż moment, gdy ono na człowieka spada."
Alfred Hitchcock
My zaś czekamy na opinię lekarza i sposób leczenia. W związku z tarczycą dostanę pewnie kolejne leki... czekamy na werdykt w sprawie nadnercza. Co zrobić? Możemy tylko czekać. Nadal w szpitalu. Może jutro wyjdę...
Oczekując wyjścia czas opisać wyprawę nr 5. Dzięki uprzejmości Wilczej Jamy w Downarach chłopaki zorganizowali spływ. Niestety nie udało się otrzymać pozwolenia na spływ od strony Ossowca do Brzostowa... limit 25 kajaków dziennie był już wyczerpany. Spływ zatem rozpoczął się w Brzostowie kończąc w Wiznie. Uczestnicy: tata Adam z Kubą, tata Konrad i Mateo oraz Pan Marcin.


Pogoda doskonała, kajaki płyną zgodnie z nurtem Biebrzy. Można zatem próbowac fotografować ptaki.



Rybitwy, bo tych jest najwięcej są dość szybkie i bardzo zwrotne. Na szczęście dość nisko przeleciał bocian pokazując pozostałym jak należycie pozować. Część ptactwa zrozumiała sugestię.



Po drodze grupa minęła pływającą werandę. Tratwa wyglądała jakby ktoś odciął ją żywcem od budynku mieszkalnego.


Po drodze grupa spotkała Pana Piotra, który wybrał się na wędkarskie łowy. Mat i Kuba takiej okazji nie mogli przecież przepuścić. Wędka była rozrywana.

Skończyło się tak jak można bylo przewidzieć. Haczyk i część żyłki zaplątały się w blisko stojącym drzewie. Tata Adam, ratował zaplątane elementy. Ojcowskie poświęcenie...



sobota, 23 czerwca 2012

"Człowiek jest słaby, a przeciwieństwa losu silne."
Mikołaj Gogol
Zmieniliśmy lek w tabletkach na płyn. Wyłączamy kolejny. Przecież im mniej lekarstw tym lepiej. Szło dobrze. Mniej ataków, większa świadomość, lepsze reakcje. jednak ciemna strona snu nie śpi tak mocno jak ja. Wyniki badań nie były najlepsze. Znów szpital i nowe wyzwania. Tym razem badają mi tarczycę i nadnercze. najwyraźniej to co dostałem to za mało...

poniedziałek, 11 czerwca 2012
Odpoczynek

"Nie ma spokoju, jest tylko odpoczynek."
Jonathan Carroll
Zasłużony odpoczynek. Po tygodniu aktywnych ćwiczeń. Nadal jestem obecny. Zacząłem wreszcie przekręcać się na boki. Mniej ataków procentuje. Pracuję dzielnie i efekty są widoczne zdecydowanie szybciej. Przebieram nogami, zacząłem poruszać palcami dłoni. Po pracowitym tygodniu mogłem odsapnąć na powietrzu, a okolica u Piotrka i Ewy sprzyja leżakowaniu. Powietrze, niebo, śpiew ptaków. Nic więcej potrzebne nie jest. Nie tylko ja jednak zasłużyłem na odpoczynek. Mateo zdał egzamin z instrumentu... na piątkę. Zbliża się koniec 3 klasy.

Subskrybuj:
Posty (Atom)



























