Czesław Miłosz
Dziś film, który w komentarzu polecił anonimowy czytelnik. Skoro ja mam nadzieję, że oglądacie filmy, o których czasem wspominam nie ma się co dziwić, że macie takie oczekiwania wobec mnie. I bardzo dobrze. Komentujcie i podpowiadajcie.
Mar Andetro to piękny film. Nabyta niepełnosprawność, wieloletnia walka o godność do decydowania o własnym losie i życie bohatera, jego rodziny i przyjaciół. Rodziny zmęczonej codzienną opieką, która z poświęceniem własnych pragnień i ambicji oddaje się opiece nad chorym. Ten film w przeciwieństwie do Nietykalnych nie tryska humorem, nie rozbawi widza do łez. Nie będzie szalonych rajdów samochodowych, ani spektakularnych przelotów samolotem. Jednak przyciągnie do ekranu i nie wypuści, aż do końcowych napisów. Spokój nadmorskiej osady, ciepłe doskonałe zdjęcia, spokojne życie i burzące ten spokój i obraz dążenie bohatera do popełnienia samobójstwa. Chęć uwolnienia siebie i bliskich od własnej osoby, codziennej opieki i poświęcenia. Pytania, które zadają sobie przykuci do łóżek i ich rodziny. Lekko nie będzie. Wrażliwszym polecam pudełko chusteczek. Film wbija w podłogę, a wszystko toczy się powoli i spokojnie...
