niedziela, 26 października 2014
W uścisku
"Nie jest najważniejsze, byś był lepszy od innych. Najważniejsze
jest, byś był lepszy od samego siebie z dnia wczorajszego."
Mahatma Gandhi
Mój brat traktuje mnie tak jakby nic mi nie było.
Przytula mnie, czasem wytarmosi. Dziś na przykład obejrzał ze mną film. Razem niby oglądaliśmy. To, że przecież nie widze nie miało znaczenia. Chodziło o to żebyśmy razem spędzili czas. On pewnie też chciałby mieć takiego normalnego młodszego brata. Rozrabiającego i psocącego. Mógłby wtedy być statszym bratem pełną gębą. Wyganiałby mnie z pokoju, wymyślał zabawy, odprowadzał do przedszkola... Cóż nie tylko moje życie zmieniła choroba. Jednak czy może być coś piękniejszego niż uścisk kochającego brata?
Przytula mnie, czasem wytarmosi. Dziś na przykład obejrzał ze mną film. Razem niby oglądaliśmy. To, że przecież nie widze nie miało znaczenia. Chodziło o to żebyśmy razem spędzili czas. On pewnie też chciałby mieć takiego normalnego młodszego brata. Rozrabiającego i psocącego. Mógłby wtedy być statszym bratem pełną gębą. Wyganiałby mnie z pokoju, wymyślał zabawy, odprowadzał do przedszkola... Cóż nie tylko moje życie zmieniła choroba. Jednak czy może być coś piękniejszego niż uścisk kochającego brata?
piątek, 24 października 2014
Dobry wieczór
"Troski uczą odczuwać spokój jak szczęście."
Stefan Żeromski
Stefan Żeromski
Wróciłem. Jeszcze jestem zdezorientowany, ale oczy otwieram szeroko. Czuję, że jestem w domu. Na trzy tygodnie. Potem znów wrócę do szpitala. Na razie jednak trzy tygodnie w domu. Wreszcie normalna kąpiel i Mateusz obok. Fajnie jest usłyszeć brata i poczuć jego rękę. Nawet Pan Kot zamiałczał na przywitanie. Też się stęsknił.
poniedziałek, 20 października 2014
Niespodzianka
"Nie myśl o szczęściu. Nie przyjdzie - nie zrobi zawodu; przyjdzie - zrobi niespodziankę."
Bolesław Prus
Bolesław Prus
Kiedy ja tak śpię spokojnie w Fundacji "Zdążyć z Pomocą" panie księgowe rozpoczęly księgowanie 1% podatku za rok 2013. Po cichu powiem Wam, że Wasze wpłaty zaczynają zasilać moje konto. Może znów uzbieramy na trzy turnusy rehabilitacyjne? Te moje zapalenia płuc powodują, że rodzice zastanawiają się nad zakupem sprzętu: odsysacza, może i kaflatora. Ten ostatni jest bardzo drogi, ale pomaga oczyszczać płuca. Przecież zamiast leżeć na oddziałach chorób płuc lepiej ćwiczyć utrzymywanie głowy i pozostałe partie mięśni. Jak każdy rosnę i moje dziecięce łóżeczko niedługo będzie za małe. Konieczny będzie zakup łóżka rehabilitacyjnego. Wszystko okaże się w praniu. Dziś mogę znów Wam podziękować z całego serca. Bez Was moje postępy nie byłyby możliwe. Sama motywacja rodziców - choćby najsilniejsza - nie wystarczy.
Niedziela
"Nie wierzę w istnienie aniołów
Jednak patrząc na Ciebie myślę, że się mylę
Jeślibym wierzył, wezwałbym je wszystkie razem
I poprosił by miały nad Tobą pieczę"
Jednak patrząc na Ciebie myślę, że się mylę
Jeślibym wierzył, wezwałbym je wszystkie razem
I poprosił by miały nad Tobą pieczę"
Nick Cave
Dzisiaj znów tata przyjechał do mnie do szpitala. Mama
dostała wolne i mogła choć na chwilę się oderwać. Jak usłyszałem tatę znów się
ucieszyłem i śmiałem jak wczoraj. Potem razem jedliśmy i ćwiczyliśmy.
Można powiedzieć leniwy dzień. Szkoda, że przy tak ładnej pogodzie muszę
siedzieć w szpitalu zamiast korzystać ze słońca i powietrza. Słyszę szumiące
drzewa, za oknem jest las. Przejeżdżające samochody rozjeżdżają żołędzie.
Słyszę jak pękają. Spadają liście. Słyszę jak wiatr przesuwa je po ziemi.
Szeleszczą. Czuję ciepło na twarzy. Tata pewnie posadził mnie na kolanach tak,
żeby słońce ogrzało moją twarz. Zwężają się moje źrenice. Ciepło uspokaja,
światło skupia moje oczy. Chłonę. Czuję zapach jesieni. Zapach wygrzanych
suchych liści i wiatru zmieszanego z promieniami słońca.
niedziela, 19 października 2014
I system potrafi być śmieszny
"Groteska to signun nieudolności, marka fabryczna tandety. "
Witold Gombrowicz
Witold Gombrowicz
Czasem to chyba nawet dobrze, że nie widzę, nie myślę zbyt szybko i jestem wycofany. Mam 4,5 roku. Nie jem tylko ciumkam, nie przełykam za dobrze, słabo gryzę. Jem raczej papki, ale system o tym nie wie, bo system przecież nie myśli. Dziś tata parsknął śmiechem, a raczej wybuchł. Uśmiech miał od ucha do ucha, kiedy system dostarczył za pośrednictwem bardzo miłej pani posiłek dla mnie. To moja kolacja. Prawdopodobnie umarłbym przełykając chleb z tym czymś w lewym górnym rogu. Wygląda jak płytka podłogowa. To pod spodem to chyba jakaś uszczelka. Dobrze, że jestem w izolatce. Tata rżał jak koń.
sobota, 18 października 2014
Ha!
"Bo radość to słoneczny kolor życia."
Samuel Coleridge
Tak przywitałem dziś tatę jak tylko usłyszałem, że przyszedł. Ucieszyłem się i ożywiłem. Pełny szczery i radosny uśmiech. Czasem są takie chwile, które można nazwać normalnymi. Prawda, że dziwne? Leżę w końcu w szpitalu przechodząc kolejne zapalenie płuc, a ja się uśmiecham. Tata też. Sytuacja jak najbardziej do śmiechu w każdej innej sytuacji. Nie "widzieliśmy" się przecież parę dni. Ale żeby się tak cieszyć w szpitalu? Ważne, że na moment chcociaż zapominamy prawie o wszystkim. Czysta radość, ulotny moment dodający energii i siły. Niezapomniana chwila i ...bezcenna. Chwila, w której zatrzymuje sie czas i odpowiada na pytanie czy warto?
środa, 15 października 2014
Szpital, szpital, szpital
Punkt widzenia zależy od miejsca leżenia
No to ja nie widzę, ale czuję, że będę w innym miejscu leżał. Właśnie przenoszę się do szpitala. Znów mam zapalenie oskrzeli i będę w szpitalu w Łagiewnikach. Po prostu ciężko mi się oddycha, i mam zapchane gardło. Z odkrztuszaniem i przełykaniem idzie mi słabo, więc wydzielina zalega mi w gardle. W ciągu dnia łatwiej ją odciągać, ale w nocy jak rodzice zasną oddychałem ciężej. Pilnowali mnie w nocy na zmianę ile mogli, ale przecież i oni musza kiedyś spać. Melduję się więc w szpitalu ze szmerami i charczeniem w oskrzelach. Standardowo izba przyjęć, przyjęcie na oddział, pobranie krwi, antybiotyk. Dobrze choć, że szpital jest w lesie. Czuję zapach jesiennych liści.
niedziela, 12 października 2014
Okiem taty - po spotkaniu.
"Wystarczy pomyśleć, ile się zmienia, jeżeli zejdzie się z chodnika i zrobi trzy kroki po jezdni..."
Julio Cortázar
Jeteśmy po spotkaniu. Ośrodek na Dziewanny okazał się bardzo gościnny i mogliśmy rozmawiać do woli. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że potrzeba organizowania takich spotkań jest potężna, a skala problemu trudna do ogarnięcia.
Wczoraj poznaliśmy historię 7 miesięcznej Jagódki i jej rodziców, którzy próbują zmierzyć się z wyzwaniem wychowywania niepełnosprawnego dziecka. Znów okazało się, że na oddziałach szpitalnych nie otrzymali wsparcia psychologicznego i z problemami musieli mierzyć się sami. Znów okazało się, że system nie jest przygotowany do wspierania rodziców w trudnych chwilach po porodzie i późniejszym pobycie na oddziałach intensywnej opieki. Jestem tym bardziej zdeprymowany do dalszych działań. Przecież na oddziale, na którym przebywali rodzice z Jagódką prowadziliśmy rozmowy, że proponujemy naszą pomoc i wsparcie. Nadal nie do końca rozumiem z jakiego powodu nie chcą wykorzystać naszych doświadczeń. Kolejna rodzina musiała samodzielnie zmierzyć się z niepewnością, smutkiem, złością i strachem o los dziecka. Znów zabrakło właściwej komunikacji i informacji. Zastanawiam się kiedy wreszcie personel medyczny zrozumie, że bez właściwego przygotowania rodziców, bez odpowiedniego wsparcia w tych początkowych ekstremalnie trudnych miesiącach trudno będzie później szybko stworzyć właściwe warunki do życia, wychowania i rehabilitowania dziecka. "Zrozumie" to może niewłaściwe słowo, bo zapewne lekarze i pielęgniarki mają świadomość takiego stanu rzeczy. Potrzeba jest jednak działania i chęci podjęcia tego dodatkowego obowiązku. Tym razem kolejna rodzina musiała samodzielnie otrząsnąć się z szoku.
Z Jagódką i rodzicami z pewnością będziemy utrzymywać kontakt.
Potrzeba działań i spotkań jest zdecydowanie paląca. Wczoraj okazało się na przykład, że obecni nie założyli jeszcze 1% kont rozliczeniowych lub założyli je po kilku latach, a przecież w znakomitej większości przypadków rehabilitacja odbywa się właśnie dzięki funduszom zebranym na takich kontach.
Wszyscy obecni byli spoza Łodzi i tu pojawił się nowy temat dotyczący braku rehabilitantów do pracy z dziećmi. Możliwe, że te nasze spotkania zintegrują rodziców mieszkających poza Łodzią. Może uda się im zorganizować w taki spozób, żeby zapraszać rehabilitanta do siebie i minimalizować koszty jego dojazdu. Wyjazd do jednego dziecka będzie przecież bardziej kosztowny niż dla trójki.
Powoli zbliża się czas zwiększania skuteczności naszych działań. Rozmowy na oddziałach szpitalnych będziemy prowadzić nadal, choć na razie efekty są dalekie od oczekiwań. Dlatego też będziemy chcieli właczyć mocniej do działań instytucje, które mogą skuteczniej propagować ideę grupy wsparcia rodziców. Z tego też powodu zaprosiliśmy na spotkanie Izę z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, która prowadzi między innymi świetlice integracji społecznej. Pracownicy terenowi MOPS z uwagi na charakter prowadzonej pracy mają zdecydowanie większe możliwości wskazywania rodzin, które potrzebują naszego wsparcia. Pojawiło się kilka pomysłów jak MOPS może wykorzystać potencjał naszej grupy. Mam nadzieję, że uda nam się z Izą skutecznie wypracować formę działania.
niedziela, 5 października 2014
Okiem taty - Grupa wsparcia. Startujemy!
"Nie ma końca. Nie ma początku. Jest tylko niezaspokojona pasja życia."
Federico Fellini
Federico Fellini
Jak pamiętacie jakiś czas temu spotkała się grupa rodziców, którzy dzielą życie z dziećmi głęboko upośledzonymi. Dzieciaki przedstawiałem wcześniej, chętni mogą odszukać. Mówiąc zwięźle chodziło o wsparcie dla rodziców, którzy dopiero dowiedzieli się, że ich dzieci są/będą upośledzone lub takich, którzy potrzebują oparcia. Testowaliśmy różne rozwiązania, niestety na razie nie możemy przebić się przez system szpitalny. Nie oznacza to wcale, że temat został porzucony lub zaniechany. W ośrodku wczesnego wspomagania wzroku pojawiła się ostatnio taka oto kartka:
Dokładnie tak! Dzięki uprzejmości Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzacych przy ulicy Dziewanny 24 w Łodzi odbędzie się drugie spotkanie grupy. Zapraszamy 11 października (sobota) o godzinie 15.00. Sala 113. Wszystkich chętnych oczywiście zapraszamy!
Komiksowy dzień
"Nazywam się Paweł Kamiński, ale nie mówcie o tym nikomu ponieważ jestem INCOGNITO"
Incognito - niesamowity przypadek Pawła K.
Incognito - niesamowity przypadek Pawła K.
Gdy ja błogo spędzałem czas w parku don Mateo buszował na Festiwalu Komiksu i Gier. Mimo, że płyta zdominowana została przez różnej maści video maniaków, Lolersów, Fifiaków, Tekkenowców etc. Mat nie dał się wyprowadzić z równowagi. Zagrał jedynie na gitarowej zabawce video zaskakując młodych wyjadaczy. Ciekawsze było buszowanie po stoiskach z komiksami, bo to raczej kiermasz, a nie festiwal. Mniejsza o nazwę. Po raz pierwszy Mateo spotkał taką masę komiksów w jednym miejscu, a możliwość kupienia kilku egzemplarzy za pośrednictwem oczywistego dobrodziejstwa jakim jest tata odebrał z nieukrywaną radością. Na zdjęciu świeżo nabyty komiks Incognito z grafiką i dedykacją autora grafiki. Mat był bardzo zadowolony. Tata przystał na zakup innych komiksów. Oczywiście perfidnie wybrał kilka w wersji angielskiej. Będzie Mateo miał co ćwiczyć. Do domu wprowadziła się również gra Lasy Aranheim Kamienie Frenthi.
Duchy Batmana, Spidermana, Klossa, Żbika i Asteriksa unosiły się w powietrzu. Korytarze przemierzali trooperzy Imperium w towarzystwie Bounty Hunter'a potykając się o wannolot Tytusa, Romka i Atomka. Całość dopełniał kącik planszówek. Swoją drogą ciekawe czemu organizator nie zaprosił autorów święcącej triumfy w Europie i USA gry Zombicide? Gra ciekawa, a i grafików ma uznanych. Nieistotne. Ważne, że Mateo bawił się tak doskonale, że patrol trooper'a Imperium i łowcy nagród musiał go zdyscyplinować. Przy okazji chłopaki zerknęli na kolekcję Lego Star Wars. Tu główną atrakcją był wykonany z 10 000 elementów potężny krążownik Imperium. Impreza ciekawa i udana. Oby więcej takich. Po powrocie z festiwalu Mat wyciągnął tatę na boisko. Pokopali piłkę i wrócili zadowoleni. Taki mieli dzień.
Jesienny spacer
"Życie zaczyna się dopiero jesienią, kiedy robi się chłodniej."
Francis Scott Fitzgerald
Francis Scott Fitzgerald
Przyjemny dziś dzień był. Wyspałem się i spokojnie oczekiwałem nadchodzącego. Karmienie i leki to już rutyna, ale dziś byłem wyraźnie spokojny i uważny. Przytomny wzrok i wyczekiwanie na kolejny dźwięk i dotyk. Spoglądając na mnie można sobie zadawać pytanie czy to prawda, że nie widzę. Przecież patrzę. Tak przynajmniej wyglądają moje oczy - jakby patrzyły. W ogóle nie wyglądam na chorego dopóki nie mam ataków. Tylko rosnę i coraz częściej patrzą na mnie w wózku, albo jak mnie rodzice niosą z zaskoczeniem. Taki duży chłopiec i sam nie może? No nie może, chce, ale nie może. Nic to. Dzień piękny i ciepły. Trzeba korzystać. Poszedłem z mamą na spacer do parku. Kilka godzin wśród szumiących drzew dobrze mi zrobi. Piękna jesień, pachnie i brzmi inaczej niż lato.
Dawid
"Wiem nareszcie czym chciałbym być, kiedy dorosnę. Kiedy dorosnę chciałbym być małym chłopcem."
Joseph Heller
Dziś miałem gościa. Odwiedził mnie Dawid - ruchliwy i rezolutny chłopiec. Pomagał w ćwiczeniach, głaskał mnie po głowie i pocieszał. Dostałem tez kilka koleżeńskich buziaków. Chyba rozumie ile wysiłku kosztują mnie ćwiczenia z Anią. Spędza z nią przecież dużo więcej czasu niż ja. Dawid miał prawdopodobnie pierwszą okazję patrzeć jak mama rehabilituje. A wy pamiętacie swoje pierwsze wyjście z mamą czy tatą do ich pracy?
sobota, 4 października 2014
By iść dalej...
Raymond Radiguet
Widzicie! Postęp. Nie tylko głowę ćwiczę, ale i ramiona. Ciężka praca. Ja pewnie dałbym spokój, ale Ania Masakracja uparta jakaś. Ćwiczymy i ćwiczymy. Skąd ten upór, zapał i chęci? Terapeutyczne ADHD, ale dzięki temu właśnie robię postępy. Nie tylko podnosząć i utrzymując głowę. Dziś na przykład pokazałem tacie, że umiem powtarzać. Tata dotykał mojej ręki, a ja cofałem dłoń. Tata przestawał, ja opuszczałem rękę. To znów tata dotykał mojej dłoni i tak bawiliśmy się kilka minut. Ciekawe czy następnym razem uda się powtórzyć zabawę? Fryzury proszę nie komentować. Tata mnie wykąpał, a jak już wiadomo jak tata mnie kąpie to wszystkie włosy na głowie sterczą potem kilka dni.
środa, 1 października 2014
Tisa
"Pożyteczna praca jest zawsze cicha i niezauważalna."
Lew Tołstoj
Terapia Integracją Sensoryczną czyli w skrócie Tisa. Taki mój los, że nie tylko Ania Masakracja mnie męczy, ale i Tisa. Można byłoby spokojnie otworzyć panteon terapeutów, którzy próbują mi pomóc. Może nawet lepszym pomysłem byłoby, żebym dostał stały angaż na testera rehabilitantów i terapeutów? Mały arkusz ocen, wrażenia, postępy i efekty i już. Jednym z wskaźników mogłaby być szerokość otwarcia moich oczu. Dzisiaj Tisa otworzyła moje oczy bardzo szeroko. Nie ma chyba nikt wątpliwości, że w trakcie ćwiczeń byłem obecny i czułem co się wokół mnie wyrabia. Po zakończeniu uśmiechałem się szeroko. Tisa, to specjalny uśmiech dla Ciebie.
niedziela, 28 września 2014
Biały kruk
"Ojciec
powiedział mi kiedyś, że posiadanie dzieci przypomina odkrywanie
nowych, niezwykłych pokoi w domu, w którym mieszkało się całe życie."
Jonathan Carroll
Tym razem dużo się działo w weekend. Spacer z tatą, ćwiczenia z Anią, Księży Młyn i pchli targ. O wszystkim pewnie napiszę, ale nie dziś. Dziś kolekcjonerska gratka, biały kruk. Moje zdjęcie razem z tatą. Zwykle tata raczej po drugiej stronie aparatu, ale dziś stracił czujność i dał się podejść. Prawie jak dziecko. Tatę poznaję i czuję od ręki. Po dotyku jedynym w swoim rodzaju i oczywiście po głosie. I nikt nie śpi ze mną tak dokładnie i zawzięcie jak tata. I nikt tak nie przytula. Dziś wygrzewaliśmy się w jesiennym słońcu. Było bardzo przyjemnie.
środa, 24 września 2014
Zadanie
"Gdy traktujemy nasze istnienie jako zadanie, jest ono zawsze nie do zniesienia."
Marie von Ebner-Eschenbach
Marie von Ebner-Eschenbach
Jeszcze biorę antybiotyk, jeszcze szpital w głowie, jeszcze zapach oddziału czuję, a Ania wyznacza zadanie i dąży do celu. Składa mnie, układa, uciska, naciąga, aby tylko głowa się podniosła. Głowa nie chce... nic na to nie poradzę. Próbuję, staram się, ale jest ciężka, a ja słaby. Staram się, na chwilę się udaje, padam. Znów próbuję, twarz wykrzywiam w wysiłku. Padam. Zmęczenie bierze górę. Wygrywa. Ania pomaga, Znów głowa w górze. Znów wysiłek nieludzki. Ile można tak ćwiczyć? Gdzie dzieciństwo kolorowe i beztroskie? Szpital ćwiczenia leki, szpital ćwiczenia leki i wysiłek. Na razie mam dość. Muszę odpocząć.
PS. Czas na podziękowania!. Blog odwiedziliście ponad 100 000 razy!
PS. Czas na podziękowania!. Blog odwiedziliście ponad 100 000 razy!
niedziela, 21 września 2014
Nie tylko leżenie.
"Życie jest wysiłkiem godnym lepszej sprawy."
Karl Kraus
Karl Kraus
Żebyście nie myśleli, że tylkow tym szpitalu leżałem jak w sanatorium. Tak, oddział bardzo ładny, prawie w lesie, owiutki i kolorowy. Panie pielęgniarki i lekarki sympatyczne i uśmiechnięte. Jednak prócz samego leczenia odbyłem również rehabilitacje płucne z bardzo miłą panią rehabilitantką, która przychodziła do mnie i razem ćwiczyliśmy.
Szpital w Łagiewnikach to wyjatkowe miejsce w Łodzi. Jakże inaczej można czuć się w szpitalu jeśli ze ścian nie leci tynk i całość nie jest biało-biała lub blado niebieska.
Już w domu.
"Nie ma nic gorszego niż ktoś uleczony z choroby."
Martin Luter
Martin Luter
Wróciłem w piątek. Nie wiem co miał na myśli Martin Luter, ale ja cieszę się, że jestem w domu. Jeszcze biorę antybiotyk, jeszcze mam dodatkowe inhalacje, które pewnie będę musiał dostawać długo, bo wyszło, że mam astmę, ale dom to dom. Ucieszyłem się zaraz po wejściu. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że się cieszę i uśmiecham. Nie wim jak to wytłumaczyć, ale od razu czuję, że jestem w domu. Czysta radość. Odpoczywam. Sen mam spokojny, Gdyby ciemna strona snu nie odzywała się atakami padaczki byłoby doskonale. Ponieważ jestem bardziej obecny i przytomny to i ataki odczuwam mocniej. Zmieniły się. Są mocne, wyginają moje ciało. Krzyczę... i taka bezsilność. Wszytscy muszą poczekać, aż się taki atak skończy. Przy mnie z zaciśniętymi zębami. Ja z wysiłku, rodzice ze złości.
poniedziałek, 15 września 2014
Johny Bravo
"O, mamo, ale jestem przystojny!"
Johny Bravo
Johny Bravo
Tata przy kąpieli? No to będzie zabawnie. Nawet w szpitalnej zlewowanience, która przecież nie daje pola do popisu. Włosy też tata ma wysuszyć? Mhm... no to będzie zabawa. Moja sztywna szczecina zostanie poddana trwałej ondulacji przy pomocy ręki i suszarki. Włosy teraz będą mi tak sterczeć do następnej kąpieli. Musiał się tata naoglądać Johnego Bravo. Dobrze, że mi okularów przeciwsłonecznych nie założył. To by dopiero było. No, ale skoro pokój taki ładny to i ja mogę mieć ładnie i efektownie ułożone włosy. Zawsze to trochę uśmiechu.
Let's have a party!
"Najpotężniejszy władca bez swych poddanych trafia zazwyczaj do szpitala psychiatrycznego."
Antoni Kępiński
Antoni Kępiński
To chyba mój 30 pobyt w szpitalu. Dobrze wyglądałoby w cv. "Pana doświadczenia...?" Tym razem lekarze byli uparci i nieubłagani. Bez gorączki, bez kaszlu rzężąc jedynie zostałem zesłany na oddział chorób płuc w Łagiewnikach. Zdradziło mnie zdjęcie RTG, że są zmiany, że mam zapalenie zachłystowe etc. Dalej było juz jak zwykle. Pakowanie, przygotowanie, transport szymkobusem. Izba przyjęć i izolatka na oddziale. Klasyka. No i zakładanie wenflonu. Znów okazało się, że nie mam aniżył, ani krwi. Znów byłem kłuty. Nie poleciała nawet kropelka. Panie pielęgniarki musiały poczekać do rana. Wtedy się udało założyć drogę. No i tak sobie leżę. Oczy mam otwarte, jestem całkiem świadomy i aktywny. Nie wyglądam na chorego. Może to nie moje zdjęcie oglądali lekarze? Po badaniach dostałem antybiotyk. I leżę, bo co innego mam robić? Na szczęście trafiłem do nowego szpitala. Izolatka też jest nowa, a oddział bardzo przyjemny.
piątek, 12 września 2014
sobota, 6 września 2014
Mój cień uciekł!
"Cienie są zdolniejsze, robią to samo bez wysiłku."
Stanisław Jerzy Lec
Stanisław Jerzy Lec
Właśnie Ania Masakracja skończyła mnie męczyć. Dziś byłem ewidentnie niezadowolony. Rozciąganie nie przypadło mi do gustu. Krzywiłem się pełen dezaprobaty. Do tego mój cień uciekł zamiast mi pomagać. Wszystko musiałem zrobić sam, a przeciez z moim cieniem byłoby mi łatwiej. Po rozciąganiu były ćwiczenie wpływające na zdziwienie. Dziwiłem się bardzo. Z szeroko otwartymi oczami. Ciekawe czy Anna M. kiedyś się zmęczy?
Czy ja aby nie jestem wykorzystywany?
"Filozofia, jak Piotruś-Pan, nigdy nie dochodzi do dojrzałości."
Leszek Kołakowski
Leszek Kołakowski
Mateo u kolegi, mama na zajęciach bliżej i dalej nieokreślonych. Jestem z tatą. Po dokładnym wyspaniu się i porannych zabawach przyszedł czas na spacer. Normalnie to pewnie wylądowałbym na jakimś parkowym trawniku. Niby zielono, drzewa szumią i ptaki się drą. Dodatkowo pewnie wokół biegałaby zgraja mniej lub bardziej rozwrzeszczanych dzieciaków. Szczeknie pies, krzyknie babcia na wnuczka. Normalka. Jak to w parku. Na szczęście jestem z tatą na spacerze. Cicha brama, lekko ocieniona. W środku prawie nic się nie dzieje. Mogę spokojnie i zdrowo spać. Tata też odpoczywa. Nie trzeba nawet wyjaśniać i rozumieć. Tym zajmuje się Paul Ricoeur.
Ja klubowicz!
"Należy trzymać się z dala od podejrzanych przedsięwzięć, nawet jeżeli noszą dumnie brzmiącą nazwę."
Albert Einstein
Wreszcie dotarłem. Spotkałem Łukasza i BRTK! Chłopaki w dobrej formie i jak zwykle bardzo uprzejmi. Łódź Kaliska przyjęła mnie bardzo gościnnie. Rzecz jasna zwiedzałem jedynie parter. Na pierwsze piętro przyjdzie czas. Jak będzie jakiś koncert - na przykład Mateusza. Czułem się doskonale. Klubowe wieczory mogłyby mi się spodobać. Muzyka i zapach kawy wyrwały mnie ze snu. Oby częściej.
środa, 3 września 2014
Strażnik snu
"Już od dawna, od zarania - poprzez wszystkie wieki -
ciągną się popiskiwania, skomlenia i szczeki. - Idą pełne animuszu -
wspólnie z nami drogą - cztery łapy - para uszu - oczy - nos i ogon."
Ludwik Jerzy Kern
Strażnik snu to Marko. Nie jakiś tam wymyślony, nie z powieści fantastycznych. Nie z mgły i lasu. Nie z mchu i paproci. Strażnik snu to pies Wiki. Jak zasnąłem u Wiktorii to pojawił się i położył obok mnie. Tak jak kładzie się przy Wiki. I pilnuje. Odgania padaczkę. Czuwa. Od razu widać, że zostałem objęty jego ochroną. Marko czuje, że taka ochrona jest potrzebna. Pewnie inaczej pachniemy i inaczej reagujemy niż zdrowe dzieci. Bardzo miły zwierzak.
Piątka Wiki!
"Ale zresztą... czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma"
Alan Alexander Milne
Alan Alexander Milne
Ale urodziny Wiki były w niedzielę i to piąte. I było bardzo sympatycznie. Wiki tak jak ja nie ma łatwo, ale jest dzielna i radosna. Przyjęła nas bardzo gościnnie. Było wszystko co na urodzinach konieczne: rodzina, przyjaciele, znajomi. No i dzieciaki! Do tego tort. Tort przeciez musi być. I prezenty. Bez prezentów nie ma przecież urodzin. Wiki zdrówka! 100 lat! No i wstawaj dziewczyno. Dosyć leżakowania!
Subskrybuj:
Posty (Atom)























































