środa, 20 listopada 2013

No to poszaleliśmy sobie

"Wszys­cy mu­simy, chcąc uczy­nić rzeczy­wis­tość znośną, ut­rzy­mać w so­bie kil­ka drob­nych szaleństw. "

Marcel Proust

 No to poszaleliśmy sobie. Dla równowagi. Takich zdjęć Mateusza jak się okazuje jest masa, ale przecież to nie jest blog fotograficzny. (tu mrugam okiem do Was) Był Mat, Tuareg i tata. Na razie może wystarczy.
 Dziś byłem mniej senny. Wołałem od rana. Zjadłem ładnie śniadanko. Potem było przedszkole. Po przedszkolu spałem. Zmęczyłem się. Teraz zasypiam. Czas grzecznie w łóżeczku spać. jeszcze tylko krówka zaśpiewa moją ulubioną piosenkę... a gyyyy... daję znać, że jestem.

Maska

„Tu maska maskę dręczy! Zrzućcie maski! Zwykłymi stańcie się ludźmi!”
Witold Gombrowicz

Tylko jak to zrobić? Nie wiem czy zauważyliście, ale rodzice takich dzieci jak ja zwykle się uśmiechają, nie mają problemów, ani kłopotów. Zawsze wszystko jest w porządku. Zabiegani są. To oczywiste. Ciągle w ruchu, w pośpiechu, ale kto nie jest! Przecież wszyscy się gdzieś spieszą. Praca, dom, szkoła. Tysiąc powodów, mimo, że Ziemia nie kręci się szybciej niż kiedyś. Nie wiem czy ten uśmiech i szczęśliwość to nie jest po prostu maska, forma obrony, sposób na dodawanie sobie sił. Może i tak, ale jeśli działa, jeśli się sprawdza to wystarczy. Przecież nie rzucą wszystkiego i nie powiedzą dość. Nie będą strajkować, protestować. Każdego dnia z pokorą zajmą się nami nie oglądając się za siebie i nie szukając jutra, bo jutra nie ma. Jest tylko tu i teraz.

wtorek, 19 listopada 2013

No tak...

"Jeżeli nie jesteś zdolny widzieć więcej ponadto co widzialne, nie możesz zobaczyć niczego."

 Ruth Bernhard

 Podobne? Takie miało być. Mat świetnie zagrał nostalgię, może smutek. Dziwne to zdjęcie... smutne dziecko.  Charakteryzacja też nie pomaga. Jakiś nieopisany niepokój jest w tym zdjęciu, choć dynamiki wielkiej nie ma. Dzieci powinny się cieszyć, śmiać i bawić, ale przecież nie zawsze jest do śmiechu. Wiem  coś o tym. Wie każdy kto ma w domu niepełnosprawne szczęście. Zwykły dzień to ciężka praca. Uśmiech? Jest, ale przez zaciśnięte zęby. Łzy? Całe garście...Świat zewnętrzny się nie dowie, bo i po co? Przecież to kłopot dla wszystkich, bo co z tym zrobić? Krzyczeć? A skąd brać siły? Walczyć? Przecież nie można o wszystko. Na zewnątrz krzyku nie będzie i nie ma się co łudzić. Nikt nic nie podpali i nie będzie wymachiwać szabelką. Moje życie i rehabilitacja to nie manifestacja, to nie rocznica. To zwykłe, mozolne życie.

Are you talking to me?

"Myślę, że fotografie powinny prowokować i nie pokazywać tego co jest już znane. Nie wymaga ani wielkiej siły ani magii odtworzenie czyjejś twarzy na zdjęciu. Magią jest postrzeganie ludzi w zupełnie nowy sposób."


No to jeszcze kilka zdjęć  Mateusza. Jedna sesja wiele wcieleń. Ja jestem śpiący i mało jem. Przebudzam się tylko trochę rano i wieczorem. Ciężko mnie nakarmić. Tak więc nuda. Nie ma o czym pisać. Śpię i już. No to zamiast oglądać pomalowanego mnie... przebierany Mat. Sami chcieliście, choć dziwi mnie, że nie ma komentarzy do Magicznego momentu. Dziwne... Mat w wielu wcieleniach...






poniedziałek, 18 listopada 2013

Tuareg

„Jeśli nasze zdjęcie wywiera wrażenie, to jest ono właśnie dobre, choćby było niespodziewane w swej oryginalności.”


Skoro dostałem zgodę to wykorzystuję. Dziś jest taki rozrywkowy dzień, żeby oderwać wszystkich od mojej zwykłej szarej codzienności. Tuareg w pełnej krasie, pięknie, własnoręcznie wystylizowany. Idealne przebranie na karnawałową zabawę lub polskie dziady. Podobno podczas tego spotkania powstało dużo ciekawych zdjęć… któż to może wiedzieć jak było w rzeczywistości. Zdjęcie jest starsze ode mnie. Tuareg też jest starszy. Nie ma co ukrywać obaj z tatą musieli się wtedy doskonale bawić. Aha! Dziś zostały przekopane zasoby fotograficzne co nie jest proste. Pobieznie zostały przejrzane oczywiście. W związku z tym niebawem będzie niespodzianka czyli kilka wcieleń Mateusza z jednej sesji zdjęciowej. Malowanie mojej twarzy to drobiazg. Teraz wiem to na pewno!


Mat w moim wieku...

„Patrz oczyma, fotografuj sercem.” 

David duChemin

No tak... różnicę widac na pierwszy rzut oka. Mały, szczęśliwy, ruchliwy chłopiec. Biega, mówi, bawi się. Rozwija się prawidłowo. Iskierka nie do opanowania.  To dla porównania. Wiem gdzie jestem, wiem gdzie być powinienem. Czy to coś zmienia? Nic. Czy ma wpływ na cokolwiek? Chyba tylko na świadomość. Pytanie, czy ja choć w części będę tak potrafił, pozostaje bez odpowiedzi. Dążenie i chęci są. Wynik - niestety nie jest znany, ale próbuję. Ostatnie trzy dni byłem śpiący i mało jadłem. Obudziłem się dziś wieczorem. Tak jak mogłem dawałem znać, że jestem, że się obudziłem. Wołałem i zaczepiałem. Robiłem wszystko co potrafię, żeby wszyscy wokół wiedzieli, że jestem, że nie tylko ciało... Wołam... wiem, że słyszą. Odpowiadają, cieszą się, że jestem.




Magiczny moment

„Fotografować to znaczy wstrzymać oddech, uruchamiając wszystkie nasze zdolności w obliczu ulotnej rzeczywistości.”  


Taki magiczny moment może zdarzyć się każdemu, a Ci którzy fotografują na takie momenty czekają. Jeśli potrafią je odnaleźć sprowokować, wyczekać, odszukać etc. są szczęśliwi i spełnieni. Im więcej takich chwil z aparatem tym lepiej. Skąd magia w tym zdjęciu? Przecież to tylko kilka pokręteł, jakieś pomieszczenie i chłopiec... dla wyjaśnienia to wnętrze małego parowozu w muzeum w Kościerzynie. Chłopiec to Mateusz... 3 lata i 4 miesiące. Magia tego zdjęcia moim zdaniem to zamyślenie trzylatka. Coś niemożliwego. Dzieci w tym wieku (oprócz takich dzieci jak ja) nie mogą usiedzieć na miejscu. Są jak żywe srebro. Wszędzie ich pełno! Tu zaś Mateusz jest zamyślony, myślami gdzieś w oddali, nieobecny... niepowtarzalna chwila. Do dziś nikt nie wie co zainteresowało Mateusza, o czym myślał, gdzie się oddalił, co obserwował. Została fotografia z ciekawym kadrem i historią. Tu znów duży udział Tuarega... to rok 2005. Aparaty cyfrowe mają nieliczni zapaleńcy. Tata zdecydowanie wtedy analogowy, na szczęście pożyczył kultowego Canona G2 z zawrotną matrycą (uwaga!) 4 Megapixeli... 

Jak malowany Mat

„Odkryłem, że choć aparat fotograficzny nie może wyrazić duszy, to może to zrobić fotografujący.”

Ansel Adams

Mateusz też nie ma lekko. Często zamienia się w różne urojone w głowie fotografującego postacie. Czasem bez powodu, czasem w związku z jakimś fotograficznym zadaniem. Często przemiana odbywa się publicznie co Mateusza deprymuje, ale mój brat dzielnie sobie radzi z wyzwaniami. Trzeba przyznać, że niezły z niego model! Ofiara zbrodni Jokera, upiór szukający towarzystwa nad wodą, karciarz czy też osiedlowy łotrzyk z magnum za pazuchą to dla niego drobnostka! Moje malowanie twarzy to chyba przy tym pestka!




Tata?

„Fotografia nie jest związana z patrzeniem, lecz z czuciem. Jeżeli nie czujesz nic w tym, na co patrzysz, nigdy nie uda ci się sprawić, aby ludzie patrząc na twoje zdjęcia, cokolwiek odczuwali.” 

Don McCullin
 

Żeby nie było, ciotko Kaśko i anonimowy czytelniku, że tata nie potrafi. Rzadko, ale zdarza się, że tata jest po drugiej stronie aparatu. Tu zdjęcie Tuarega… całość chyba wyjątkowo udana. I tata jakiś taki ładny. Akordeon przypadkowy, ale pasował idealnie. Czy to niesforność twórcza? Czy może alterego lub fotograficzny ekshibicjonizm? Bez znaczenia. Fotografowany obiekt i fotograf bawili się przednie. Rzecz jasna raz fotografował tata raz Tuareg, który tego dnia również był doskonale przebrany. Jeżeli wyrazi pisemną zgodę na publikację to i jego zdjęcie zostanie udostępnione. Komentarz do posta będzie wystarczający. Materializacja świata wyobrażonego to piękny proces.

niedziela, 17 listopada 2013

Wypowiedzieć marzenia

"Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem, i tak zawsze aż do końca."

Joseph Conrad

Byłoby pięknie móc wypowiedzieć swoje marzenia. Nazwać je i ubrać w słowa. Wtedy może zaczęłyby się spełniać, a tak leżę bez ruchu. Na pewno marzenia mają wszyscy wokół mnie, żebym wstał, zaczął widzieć i chodzić. Ale czy ja marzę? A jeśli tak to jak i o czym?Skoro poznaję głosy potrafię się cieszyć i złościć to chyba myślę. A jeśli myślę to może i marzę...

Wasze komentarze do Tygrysa zmodyfikowały trochę działania taty. Dziś mam na sobie wenecką maskę. Obyło się bez malowania twarzy.

Czy warto wypowiadać marzenia? Na pewno! Można je wtedy spełnić np. tak:




piątek, 15 listopada 2013

Szymon Tygrys

"Najmarniejszy kot jest arcydziełem."

Leonardo da Vinci

Tygrys to ja! Mateusz tak mnie pomalował. No to warczę jak tygrys. Jak mnie pomalowali to będą musieli wyczyścić. Wtedy się nie dam tak łatwo. Może się nauczą. W akcji odwetowej wtarłem nieco koloru w bluzkę, poduszkę i koc. Jak sobie popiorą to może im przejdzie. Malarze się znaleźli. Cierpliwy to ja muszę być. Nie ma co. Choć musze przyznać, że to malowanie mocno mnie pobudza. Ruszam głową i protestuję. Może właście taki jest cel tego malowania? A może chodzi o to, żeby nie nudzić Was zwykłymi zdjęciami mnie samego? Takiego zwykłego. Nie wiem co o tym myśleć...


czwartek, 14 listopada 2013

Szymon Zorro

"Out of the night
When the full moon is bright
Comes a horseman
Known as Zorro"


Zorro Main Theme

I może ja tak właśnie uwolnię się od ciemnej strony snu. Jak Zorro pojawię się w pełnym księżycu przeganiając padaczkę i całą resztę. Może. Jak tylko mój mózg będzie miał chęci do rozwoju i stabilizowania się. Oj przydałby się taki mały Zorro w mojej głowie naprawiający szpadą połączenia synaps. Mógłby tez Bob Budowniczy zbudować ośrodek wzroku, którego nie mam, a Pomysłowy Dobromir i chłopiec z zaczarowanym ołówkiem mogliby naprawić resztę. Mogłaby równiez pojawić się załoga z filmu Interkosmos w miniaturowej łodzi podwodnej. Ileż możliwości i sposobów na naprawę mojej głowy. Jest jeszcze przecież Ola! Maniek, Duzersi, Pan Kleks, Barbapapa...

środa, 13 listopada 2013

Podstawowe czynności!

"Kto się przestaje rozwijać, umiera."

Antoine de Saint-Exupéry 

Dziś miałem rutynowe EEG. Pierwszy raz zapis nie przypominał totalnego chaosu. Dziś usłyszałem, że w zapisie zaczyna być widać podstawowe czynności pracy mojego mózgu. Co to oznacza? Nie mam jeszcze wyniku i opisu, ale w skrócie oznacza to, że jest lepiej. Po trzech latach mój mózg wykazał minimalne,  ale jednak chęci do pracy. W zapisie lekarz nie zauważył zespołu Westa, który tak mnie osłabiał. Mówiać wprost te enigmatyczne podstawowe funkcje oznaczają, że mój uszkodzony i wybrakowany mózg próbuje się komunikować wewnętrznie nie doprowadzając mnie do napadów padaczki. Dzisiejszy zapis EEG jest potwierdzeniem mojej bardziej świadomej bytności na tym świecie w ostatnich tygodniach. To dobra wiadomość i bardzo się cieszę. To daje nadzieję na dalszy rozwój... żeby tak jeszcze z efektem kuli śniegowej! To pierwszy medyczny dowód poprawy mojego stanu. Dowód niespodziewany i zaskakujący. Chyba nie wiem co napisać... tak bardzo się cieszę.

niedziela, 10 listopada 2013

Szymon Pirat

"Panie Gibbs... Jeśli pan zechce, może pan rzucić moim kapeluszem."

Kapitan Jack Sparrow


Właśnie tak. Zje człowiek obiadek i chciałby odpocząć. Wiedziałem, że zostanie z tatą znów skończy się jakąś zabawą. Land Ho! Jak dotąd zjadłem wszystko co było w planach. Dostałem leki, picie, banana i zupę.  Teraz odpoczywam. Mam pełny brzuszek. Nie śpię. Nasłuchuję. Mateusz ćwiczy.
 Jak tak dalej pójdzie to tata zrobi ze mnie clowna i pomaluje mi całą twarz. Dołoży czerwony nos i gotowe. Ciekawe czy to wytrzymacie. To malowanie po twarzy bardzo mnie pobudza. To dodatkowe bodźce. Luneta jest chłodna i gładka. Czapka nieco przeszkadza, ale czego nie robi się dla taty. Spokojnej niedzieli. Ja wypływam w rejs.

czwartek, 7 listopada 2013

Szymon Popeye

"I yam what I yam and tha's all what I yam."

Popeye

Właśnie tak. Chwila nieuwagi i pełna deprawacja, a przede mną weekend z tatą.  Mama będzie w szkole. Na szczęście nie karmili mnie jak Popeye'a szpinakiem. Dobrze, że  w domu będzie jeszcze Mat. Strach pomyśleć co im jeszcze dziwnego może strzelić do głowy. Może zrobią ze mnie Chaplina albo Słonia Trąbalskiego. Sami mogliby się poprzebierać i wystąpić na blogowych postach np. w kolarskich ciuchach... mhmm ileż to muszę mieć cierpliwości.  Wiem! Obudzę się przed 5 rano i zacznę krzyczeć i nawoływać. Ucieszą się! A ja będę uśmiechnięty i wyspany. Skarb po prostu. Leki działają i zapalenie oskrzeli przechodzę na razie łagodnie. Pobudka przed 5 rano jest zatem bardzo prawdopodobna.

wtorek, 5 listopada 2013

Szymon Dali

"Już od najmłod­szych lat mój spaczo­ny cha­rak­ter mówi mi, że jes­tem in­ny niż ogół śmier­telników. Tu również od­noszę sukcesy. "

Salvador Dali



Wczoraj w nocy nie spałem wcale. Prężyłem się i  wołałem. Całą noc tata trzymał mnie na kolanach. Obejrzeliśmy zatem -  wspólnie -  W stronę morza i już o piątej rano tata odpadł.  Ja nie spałem dalej.  Rano, jak przyszła pani doktor okazało się, że mam zapalenie oskrzeli. Wyjaśnia to moją nocną aktywność. Był lekarz jest i antybiotyk i mama w wersji mobilna lecznica. Inhalacje, oklepywania, wieczne doglądanie i sprawdzanie, mierzenie temperatury etc. Dom wariatów.  Nawet kot zeżarł bazylię. W proteście, że został przegoniony z łóżka. Czysty surrealizm, chaos, dalizm.  Brakuje tylko płonącej żyrafy lub kobiety z różami zamiast włosów. Zegarów mamy pod dostatkiem. Na razie dojrzałych. Jeszcze nie zwiędły. 


Mar Andentro

"Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna."

Czesław Miłosz

Dziś film, który w komentarzu polecił anonimowy czytelnik. Skoro ja mam nadzieję, że oglądacie filmy, o których czasem wspominam nie ma się co dziwić, że macie takie oczekiwania wobec mnie. I bardzo dobrze. Komentujcie i podpowiadajcie.
 Mar Andetro to piękny film. Nabyta niepełnosprawność, wieloletnia walka o godność do decydowania o własnym losie i życie bohatera, jego rodziny i przyjaciół. Rodziny zmęczonej codzienną opieką, która z poświęceniem własnych pragnień i ambicji oddaje się opiece nad chorym. Ten film w przeciwieństwie do Nietykalnych nie tryska humorem, nie rozbawi widza do łez. Nie będzie szalonych rajdów samochodowych, ani spektakularnych przelotów samolotem. Jednak przyciągnie do ekranu i nie wypuści, aż do końcowych napisów. Spokój nadmorskiej osady, ciepłe doskonałe zdjęcia, spokojne życie i burzące ten spokój i obraz dążenie bohatera do popełnienia samobójstwa. Chęć uwolnienia siebie i bliskich od własnej osoby, codziennej opieki i poświęcenia. Pytania, które zadają sobie przykuci do łóżek i ich rodziny. Lekko nie będzie. Wrażliwszym polecam pudełko chusteczek. Film wbija w podłogę, a wszystko toczy się powoli i spokojnie...

poniedziałek, 4 listopada 2013

Zabawa


"Niech żyje wesołość! Kto wie, czy świat potrwa jeszcze trzy tygodnie?"

Pierre Augustin de Beumarchais


Zabawa z dynią? Czemu nie. Wszak miękka jest w środku i ma pestki. Zawsze to coś innego dla naszych dłoni. Wróżki, czarodziejki, duchy... wszystko co dzieci lubią i się nie boją. Ja na przykład byłem tak wystraszony, że prawi całość smacznie przespałem. Tak bardzo się przejąłem... ale moi koledzy i koleżanki bawili się świetnie. Zawsze to przecież jakaś odmiana w naszym pełnym ćwiczeń i rehabilitacji życiu. Nam się podobało. Panie mocno się napracowały i świetnie wszystko było przygotowane. Bardzo dziękujemy.

P.S.

Do wszelkiej maści hejterów, krytyków i pseudokatolickich misjonarzy. Nie był to Halloween w celtyckiej formie i postaci, ani pogańskie dziady. Panie nie mają uprawnień i certyfikatów zrzeszenia celtyckich druidów, ani związku czarownic pogańskich. Dzieci znalazły się na zabawie za zgodą, wiedzą i aprobatą rodziców.



 zdjęcia: Kolorowe Przedszkole