poniedziałek, 12 maja 2014

Wieczór

"Naprawdę istnieje tylko jedna radość: obcowania z ludźmi."

Antoine de Saint-Exupéry


Nadszedł wieczór. Słońce zaszło, ale bez historii. Postanowiło schować się za horyzontem  po cichu skryte za chmurami. Początek wiosny, a słońce wydaje się już zmęczone swoją popularnością. Nie było efektownej fotograficznej "magic hour", nie byłodramatycznych czerwieni na niebie. Zdjęć też nie było. Tym razem szary las nie zachęcił nikogo do spacerów. Zimny wieczór też w tym nie pomógł. Wilcza Jama usidliła nas wewnątrz domków. Zastawiona pułapka z porąbanego drzewa i kominka zadziałała idealnie. Po kolacji z przysmakami ręki mamy Natalki w roli głównej rozpoczął się maraton gier. Jenga tetris, Dixit, a na deser Zobiecide. 


niedziela, 11 maja 2014

Leniwy czas

"Kot nie podróżuje, jego orbita jest leniwa i niewielka, z maty na krzesło, z sieni na klomb bratków, rysunek powolny, tak jak u Matisse'a, kot namalowany, nigdy Jackson Pollock czy też Appell." 

Julio Cortázar

Wilcza Jama, leniwie płynie czas. Odpoczywam. Wreszcie na powietrzu po 4 miesiącach w domu i szpitalu. Bez szaleństw, bez wycieczek rowerowych. Spokojnie poleguję i drzemię na powietrzu. Zapach lasu, ciepłe słońce i świeże powietrze usypiają mnie, ale to zdrowy sen. Leniwy czas. Tata wrócił już z bagien. Wszyscy dawno zjedli śniadanie. Zbliża się pora obiadu. Mateusz nie zapomina o ćwiczeniach na akordeonie. Dziś ma wiernego słuchacza.  Adam rozdziela przygotowaną przez siebie legendarną zupę cebulową. Pyszota. Słodki zapach roznosi się po okolicy. Ptasi gość sprawdza czujnie obejście. Obserwuje leniuchów z miasta. W Wilczej Jamie świetnie się wypoczywa. Nikt nie narzeka na brak zajęć niezależnie od pogody choć tym razem nie padało. Weekend majowy oszczędził nam deszczu. Chyba mieliśmy szczęście. Noce tylko były chłodne, ale na szczęście w domach są kominki.






Kopytkowo

"Najpiękniejszą rzeczą, jakiej możemy doświadczyć jest oczarowanie tajemnicą. Jest to uczucie, które stoi u kolebki prawdziwej sztuki i prawdziwej nauki. Ten, kto go nie zna i nie potrafi się dziwić, nie potrafi doznawać zachwytu, jest martwy, niczym zdmuchnięta świeczka."

Albert Einstein

Wschód nad Kopytkowem... znów wracam myślą na bezkres bagiennej łąki. Nic przecież szczególnie wyjątkowego. Miejsce jak wiele innych nad Biebrzą. Bagienna łąka, która powstała po wykarczowaniu bagiennego lasu. 300 lat koszenia trawy, wokół woda i trawy, kępy krzaków, w oddali las. Monotonna przestrzeń. Zdjęcia też takie sobie...nic specjalnego. Ot, dokumentacyjna powinność. Zbyt późno zaczęliśmy, żeby przyczaić się na zwierzaki. Wymarsz po wschodzie słońca to nie najlepszy pomysł jeśli się chce je fotografować. Owszem, wszędzie słychać ptaki, ba, nawet widać je w oddali jak startują spłoszone naszym marszem, Człowiek jest niezgrabny na bagnach. Hałasuje, rzuca się w oczy tak jak przelatujący balon, który dopełnia aktu zniszczenia płosząc wszystko co żywe i dzikie. Grupa turystów podziwia dolinę z lotu ptaka. Przyjemność dostępna dla każdego po 450zł od osoby. Poranki na bagnach są wyjątkowe. Pewnie za sprawą mgieł i jazgotu ptaków. Przestrzeń niby statyczna, a tak wiele w niej życia. Wszystkie odcienie zieleni. I spokój. Taki majestatyczny. I zapach. Wschód słońca ma inny zapach w różnych miejscach. Inny ma wschód w górach, inny w lesie. Ten bagienny jest równie niepowtarzalny. I ma wiele barw w zależności od pogody. Po drodze do Kopytkowa mijamy ptaki na przydrożnych łąkach. Nie spieszą się z poderwaniem do lotu.







poniedziałek, 5 maja 2014

Cel osiągnięty



"Przestrzenią ducha, gdzie może on rozwinąć skrzydła, jest cisza."

Antoine de Saint-Exupéry

W Kopytkowie kończy się droga. Nie tak zwyczajnie. Nie jest to zapomniana wioska z podupadającym sklepem, przed którym okupowana jest stara ławka przez okolicznych mieszkańców. W Kopytkowie nie ma sklepu, a drogę kończy szlaban. Za szlabanem zaczyna się bagno, które rozciąga się, aż po horyzont. Po prawej stronie Biebrza.  Droga do Kopytkowa czasem jest, a czasem jej nie ma. Potrafi zniknąć zalana wodą. Nikt z tego powodu nie robi dramatu. Tak po prostu się zdarza, jeśli jest dużo śniegu zimą. Wtedy Biebrza rozlewa się nie znając ograniczeń. Jak wygląda zalana droga do Kopytkowa możecie zobaczyć  tutaj
Może nie widać, ale droga jest między drzewami. W Kopytkowie żyje Rumcajs z Rumcajsową, którzy prowadzą gospodarstwo agroturystyczne z kajakami i tratwami. Cisza i spokój. My jednak wolimy biebrzańską Wilczą Jamę, z której łatwiej dojechać w inne części doliny Biebrzy, a i właściciele przemili.
Bagienne łąki za Kopytkowem w prostej linii łączą się z grzędami czyli piaszczystymi  wydmami w rejonie Czerwonego Bagna. To jasna linia po lewej stronie zdjęcia. Cel, którego osiągnięcie wymagało 3 prób. Pierwsza odbyła się, kiedy to po raz pierwszy pojawiliśmy się latem nad Biebrzą. Pojechaliśmy uzbrojeni w wózek dziecięcy i zwykłe kalosze. Skoro jest szlak to musi być ścieżka, a jak jest ścieżka to i wózek da radę. Okazało się, że szlak jest umowny i nie ma żadnej ścieżki. Rumcajsowa bez większych ceregieli  wyśmiała nasz pomysł. Nie ma się co dziwić. Kalosze się nie nadawały. Musieliśmy zawrócić. Drugą próbę podjęliśmy w ubiegłym roku, ale wody było tak dużo, że bez wysokiej terenówki lub ciągnika nie było mowy o dotarciu do Kopytkowa, nie wspominając nawet o przejściu, choć posiadając ponton dotarcie do wydm mogłoby okazać się o wiele prostsze niż piesza wędrówka po kolana i pas w błocie.  Szymkobus zakończył podróż tuż za mostem w Dolistowie.
W tym roku trzecia próba zakończyła się wreszcie sukcesem. Uzbrojeni w wodery lub spodniobuty wędkarskie pokonaliśmy 3,5 km szlak do wydm w obie strony. Cel osiągnięty. Po drodze minęliśmy las olsowy, w którym łosie mają doskonałe warunki do życia. Jeden nawet się zaprezentował. Sama przeprawa okazała się dość męcząca. 3,5 km pokonaliśmy w dwie godziny.  Po drodze powstała nowa miara prędkości – 1 węzeł bagienny – to dwa km/h oraz pojawił się zarys skonstruowania bagiennego pojazdu osobistego typu segway na gąsienicach. (weryfikacja po powrocie materiałów dostępnych w sieci wskazuje, że segway na gąsienicach jest już produkowany.) Dotarcie do wydm i osiągnięcie celu było przyjemnym doświadczeniem. Mogliśmy spokojnie zjeść śniadanie. Mogę powiedzieć, że tata, Piotr i Adrian dokonali pierwszego majowego pieszego przejścia w 2014 roku z Kopytkowa na wydmy. Piotr podekscytowany sukcesem postanowił odwiedzić Grzędy i przespacerować się szlakami leśnymi w okolicach Czerwonego Bagna. Do Wilczej Jamy wrócił około 20.00 z 53km w nogach w nadzwyczaj zadowalającym stanie ducha i ciała. Adrian z tatą wrócili do Kopytkowa z powrotem przez bagna i łąki. Tata przekonał się, ze zanurzenie się w bagnie do klatki piersiowej nie nastręcza większych trudności. Na szczęście Adrian był tak zaaferowany, że nie zdążył wyjąć aparatu. Obaj zadowoleni wrócili do Wilczej Jamy. 

.
 

czwartek, 1 maja 2014

Poranek

 "Bo słońce prawdy wschodu nie zna i zachodu;
Równie świeci każdego plemionom narodu."

Adam Mickiewicz

Biebrza przywitała nas mglistym porankiem i łosiem mgliście we mgle migoczącym. Dobrze znów spotkać łosia. 5 rano, łoś i bagienna pustka - o to właśnie chodziło. Za chwilę będę wygrzewał się w słoneczku. Sezon biebrzański uważam za otwarty. Kwitną kaczeńce, pałki wodne popękały, pajęczyny otoczyła rosa. Słychać śpiew ptaków.