poniedziałek, 9 czerwca 2014

Wreszcie słońce na twarzy

"Dziś pozwoliłem słońcu, aby wstało wcześniej niż ja."

Georg Christoph Lichtenberg 



Było tak ciepło i ładnie w sobotę, że wreszcie wyszedłem na powietrze. Trudno w to uwierzyć, ale kilka godzin spędzonych na powietrzu to dla mnie rarytas. Dopiero drugi raz byłem na powietrzu w tym roku. Do samego wieczora. Nawet komar mnie ugryzł. Mama nie upilnowała. Spałem, oddychałem, odpoczywałem. Słoneczko mnie wygrzewało. Leniewie. Pozostali uczestnicy mieli co robić np. strzelanie z wiatrówki do tarczy. Mateo był wniebowzięty. Strzelanie do metalowych puszek okazało się równie interesujące. Dwunastoletni chłopiec miał oczy świecące z zaciekawienia i radości. Później dla odmiany wszyscy mogli wysłuchać letnich ćwiczeń akordeonowych. Na powietrzu słucha się znacznie przyjemniej.   
  










niedziela, 8 czerwca 2014

Na tornado nie ma rady

"Życia nie da się wyrazić przez stan, lecz przez ruch: jedyne, niewątpliwe zwycięstwo ziarna, w którym drzemie ukryta siła."

Antoine de Saint-Exupéry

Ćwiczenia nie były łatwe, ale dobrze mi poszło. Podobno. Tak powiedziała Ania. Tułów jakoś lepiej pracował, był bardziej zwarty i mniej lejący. Jeśli to dobrze to może niech tak zostanie. Ćwiczyłem uczciwie. Co prawda miałem w trakcie zamknięte oczy, ale nie dajcie się zwieść. Nie był to masaż relaksacyjny. Ania wpadła jak burza, męczyła mnie półtorej godziny, wypiła kawę i poleciała dalej. Jak tornado.  Potem zostałem  z tatą. Wreszcie chwila oddechu.


 

wtorek, 3 czerwca 2014

Stawiają mnie


"Nadzieja pomaga iść naprzód; wytrwałość - stać, a odwaga - wracać."

Władysław Grzeszczyk

Zwykle jak tak stoję to śpię. Wiem, że to niemożliwe, ale trzyma nie tyle pasków i podpór, że mogę spać i stać. Wczoraj jednak stałem ożywiony i aktywny. Przydałby się kostium Darth'a Vader'a lub Robocop'a. Byłoby jeszcze zabawniej. Gdybym umiał mówić to pewnie stojąc w tym pionizatorze wołałbym "Luke I am your father...", albo "Autobot! Transform!" Rolę Optimus'a Prime'a odegrałbym wzorowo. Byłbym też świetnym Pułkownikiem Quaritch'em z Avatara. Mógłbym powiedzieć "Tutaj Papa smok. Chcę, aby operacja przebiegła szybko i sprawnie, gdyż chcę być w domu na obiad." Doskonale odegrałbym również rolę zahibernowanego w karbonicie Hana Solo. Ustawiając platformę pionizatora poziomo wyglądałbym jak żywcem wyciągnięty z planu "Imperium kontratakuje".  Tyle filmowych wizji i planów. Na razie po prostu stoję


poniedziałek, 2 czerwca 2014

Dziś z wersją dla leniuchów

"Chciałbym narysować świadomość istnienia i upływ czasu."

Henri Michaux

 

 Dalej ćwiczę, a jak jestem bardziej świadomy to więcej się bronię i oporuję. Nie podoba mi się. Te wszystkie pozycje są takie niewygodne, ale dzięki nim robię postępy. Głowę staram się utrzymać, a ostatnio jak się przeciągam to podnoszę i podkurczam nogi. I ręce podnoszę do góry. Mimo tych postępów jak Ania mówi, że koniec na dziś, to się szczerze bardzo cieszę. Czyżbym naprawdę rozumiał, że koniec? Ostatnio zacząłem również reagować na ćwiczenia Mateusza. Jak zaczyna ćwiczyć w swoim pokoju, a mnie tam nie ma to krzywię się i daję znać, że chcę posłuchać. Mama zanosi mnie do pokoju Mateusza i od razu mi lepiej. Mateusz gra, a ja słucham zadowolony. Umiem też pokazać, że chce mi się pić. I zadowolenie potrafię pokazać i zainteresowanie. Zniecierpliwienie i złość też. Jak jestem głodny też umiem. I jak już się najem. Nadal jestem aktywny mimo, że po zapaleniu płuc zaczynają wracać ataki padaczki. Chyba trzeba będzie zapytać pana doktora co takiego zawiera antybiotyk Zinnat, że tłumi moje ataki w trakcie infekcji.

 

 

 



środa, 28 maja 2014

Buntownik z konieczności

"Cienie są zdolniejsze, robią to samo bez wysiłku."

Stanisław Jerzy Lec

Domowe Alcatraz trwa.  Uwięziony w śnie i uwięziony w domu. To zapalenie płuc zamknęło mi drogę na powietrze. Więzień mimo woli. Buntownik z konieczności, a może z wyboru? Opór to jedyna możliwa forma manifestacji niezadowolenia w trakcie ćwiczeń. Ćwiczę nawet jak nie chcę. Siedzię w domu zamknięty i ćwiczę. Ile można? A odpoczynek, a zabawa? A tu leki, inhalacje, oklepywania, ćwiczenia. Jestem bardziej aktywny. Jest mnie więcej świadomego. To uboczny efekt użycia antybiotyku. Więc więcej czuję, więcej wołam, więcej zaczepiam. I śmieję się. Jak mi się coś podoba. I marszczę się  jeżeli nie jestem zadowolony. I siedzę w domu zamknięty jak więzień. Słońca nie czuję. Tylko deszcz i wiatr słyszę za oknem. I czekam, aż wyjdę.

Był plan

"Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość."

Woody Allen

To mały rower mojego brata z bocznymi dokręcanymi kółkami. Na nim Mat uczył się jeżdzić na rowerze. Na nim przejechał Bornholm. Został i czekał na mnie. Taki był plan i rozleciał się jak wiele innych. Smutny taki rower bez małego rowerzysty. Czas czekania dobiegł końca. Nie ma się co oszukiwać. Ja na nim jeździć nie będę. To Unibike Viking z kołami 16". Nowy kosztuje 699zł. Ten jest do kupienia za 300zł.

niedziela, 25 maja 2014

Nuda

"Tych, którzy spodziewają się znaleźć rozwiązanie problemu we własnym umyśle, a nie dzięki studiowaniu faktów, może spotkać przykre rozczarowanie."

Arthur Conan Doyle

Nuda. Nie ma o czym pisać. Nic nowego. Świeci słońce, jest ciepło. Wszyscy się cieszą. Wreszcie można powylegiwać się na słońcu. Odpocząć, pospacerować. Popatrzeć na zielone drzewa i posłuchać ptaków. Nic z tego. Ja może mógłbym popatrzeć, ale w okno budynku z przeciwka. Słuchać słucham i owszem, ale samochodów z ulicy. Znów szlaban. Kwarantanna. Wyjścia awaryjne zamknięte. Więźniowie Alcatraz mieli więcej swobody. Tak Panie Doyle. Nie szukam rozwiązania w głowie. Mój umysł tego nie ogarnia.  Fakty są takie, że mam zapalenie płuc. Znowu. Jedyna pociecha to uboczne działanie antybiotyku. Pobudza mnie. Nie śpię i gadam. Słucham i reaguję. Gadam w dzień i w nocy. Budzę kogo się da. Ostatnie dwa dni wyglądałem tak jakbym chciał w niespaniu nadrobić cztery lata. Taki ciekawski zrobił się ze mnie chłopiec. Szczęśliwie nie mam gorączki, a zapalenie przechodzę łagodnie. Mam zatem więcej szczęścia niż Wiki. Też ma zapalenie oskrzeli i leży w szpitalu. Trzymaj się Wiki!I zdrowiej!

poniedziałek, 19 maja 2014

Gość

"Wartość ma nie tylko sam podarunek, ale też sposób, w jaki zostaje ofiarowany."

Hans Christian Andersen

 Dziś miałem gościa. Specjalnego gościa, bo zjawił się dla mnie i podarował mi swój czas. To cenny dar dzisiaj. Gość uzbrojony był w książki. Na zdjęciu zamknięte mam oczy, ale co było bardzo dziwne słuchałem uważnie. Długo oczy miałem otwarte. Bardzo długo. Byłem aktywny i można powiedzieć świadomy na tyle na ile to możliwe. Mnie się podobało. Gość też chyba był zadowolony.

niedziela, 18 maja 2014

Wysiłek

"Cienie są zdolniejsze, robią to samo bez wysiłku."

Stanisław Jerzy Lec

Jak tu żyć? Ania nie odpuszcza. Męczy, zmusza, ćwiczy. Nic swobody i luzu. Taki los. Mimo zmęczenia ćwiczenia były udane. Nie obijałem się. Nawet nie wiem czy przy Ani to możliwe. 
Wiecie, że dzieciaki w moim wieku lubią lizaki? Ja nawet nie wiem jak to smakuje. Pewnie wielu innych rzeczy też nie wiem, ale na pewno ostatnio smakowała mi botwinka. Nie wiem jak wygląda, ale zjadłem ze smakiem. Zjadłem też kiwi i mi smakowało. Chyba było zmieszane z bananem. Leki też jem, ale nie są smaczne. Nie lubię leków. Są gorzkie. Inhalacji tez nie lubię. 




wtorek, 13 maja 2014

Kamizelka VEST

"Nie mam żadnych szczególnych uzdolnień. Cechuje mnie tylko niepohamowana ciekawość."

Albert Einstein 

Trochę chyba zrobiło się zbyt poetycko. A może nie? Może te biebrzańskie, krótkie relacje takie właśnie powinny być. Wszak Biebrza jest poetycka i magiczna. Tam nawet komary są wrażliwsze. Pewnie jeszcze jakaś biebrzańska relacja się pojawi. Teraz jednak bieżące informacje. Dawno nie pisałem co umnie się dzieje. Z majówki wróciliśmy szczęśliwie. Nic złego się nie wydarzyło. Jednak w ostatnią sobotę musiała odwiedzić mnie Pani doktor, bo zacząłem rzęzić i charczeć. Szybka reakcja, inhalacje i chyba wychodzę obronną ręką. Dodatkowo wypożyczyliśmy na 10 dni kamizelkę Vest do testów. Docelowo przeznaczona dla dzieciaków z mukowiscydozą, ale w moim przypadku drenaż płuc jest równie ważny. Po paru dniach można zaobserwować, że drenaż działa, a ja po takiej sesji oddycham wreszcie klatką piersiową, a nie przeponą. Urządzenie działa i spełnia swoją rolę. Poza drenażem płuc, wzmacnianiem klatki piersiowej, pobudza mnie. Czyli w sam raz. Jest tylko jeden mały, acz bardzo niezrozumiały aspekt tego urządzenia. Może ktoś mi wytłumaczy dlaczego prosta tłocząca powietrze pompa z regulatorem siły pompowania i częstotliwości, z dwoma rurami od odkurzacza i dmuchaną kamizelką kosztuje 30 000 zł? Bo chyba powodem nie może być fakt, że dla części dzieci to jedyna szansa na przeżycie.


Natka może być tylko jedna!

"Człowiek tym jest większy, im jest bardziej sobą."
  
Antoine de Saint-Exupéry

 Nic nie zapowiadało tej eksplozji. Ot! Przypadek. Jedna za mała brytyjska wojskowa bluza. Za mała na tatę, a idealna dla Natki. No i stało się. Baletki, bluza w kamuflażu leśnym i chusta (bardziej dekoracyjna niż maskująca) to idealne przecież połączenie maskujące nad Biebrzą. Jeśli dołożymy do tego legendę polskich bezdroży, złote dziecko radzieckiej myśli technicznej czyli samochód UAZ w ciemnej zieleni pokaz mody mamy gotowy. Natka na szczęście zniosła dzielnie i z dystansem dwóch fotografujących. Z drewnianą strzelbą Mateusza i wojskową czapką wygląda jak okręgowy nadleśniczy. Był to pierwszy bagienny pokaz mody w Wilczej Jamie. Ciekawe co Natka przygotuje w przyszłym roku. Może jakiś komplet ze spodniami?






 


poniedziałek, 12 maja 2014

Wilki z Wilczej Jamy

"Jeżeli dajesz, otrzymujesz więcej niż dajesz. Byłeś bowiem niczym, a teraz stajesz się."

Antoine de Saint-Exupéry

Skoro Wilcza Jama to i wilki muszą być. Jest niedziela. Nasze wilki przyjechały tuż po mszy. Wilk Marek, wilczycza Beata i wilczęta. Wilki muzykalne. Słuchają Mateusza, a repertuar trudny. Nie mają łatwo. Nie tylko słuchając. W życiu nie przelewa się. Biebrza to nie Warszawa i życie nie zawsze tu usłane różami. Na szczęście silni są pogodą ducha. I serdeczni. I otwarci. Szczerze uśmiechnięci.  Dobrze spotkać dobrego człowieka po drodze...

Następny post będzie specjalny. Biebrzańsko militarny pokaz mody w wykonaniu Natki i Uaza. Czekajcie cierpliwie!

 

 


Mat o poranku

"Nie umiemy przewidywać najistotniejszego. Każdy z nas zaznał w życiu największych radości wtedy, kiedy nic ich nie zapowiadało."

Antoine de Saint-Exupéry

Mat wstał o czwartej rano. To była trzecia i wreszcie udana próba. Dwie pierwsze zakończyły się ponownym przyłożeniem głowy do poduszki. Trochę zaspany, trochę nie w sosie. I masa wymagań: żeby były łosie, żeby po bagnach pochodzić. Pojechali z tatą Natką, Adrianem i Piotrkiem na groblę przy Gugnach. Gugny osada, którą w całości zarządza Krzysztof znany szerzej jako Król Biebrzy. Osada na skraju bagiennych łąk z jednej strony i lasu z drugiej. O Królu Biebrzy już pisałem w latach poprzednich. Cierpliwi odnajdą. Grobla przy Gugnach jest doskonała do spacerów. Prowadzi przez bagienną łąkę do lasu usytuowanego na wzniesieniu. Na jego skraju znajduje się wieża obserwacyjna z pięknie roztaczającym się widokiem na Biebrzę, która w tym roku oddalona była o około dwa kilometry. Mało śniegu było to i wody mało.
Taki chłopiec obudzony o czwartej rano nie jest zbyt elastyczny. Widząc jak pozostali uczestnicy zakładają zwykłe kalosze, bo grobla sucha, zaczął naburmuszony zadawać pytania po co właściwie ma zakładać wodery skoro reszta w kaloszach. I co tu odpowiedzieć? Że możliwe, że łoś będzie to podejdziemy, a w kaloszach się nie da? W końcu jednak udaje się nakłonić chłopca do założenia za dużych woderów. Całe szczęście, że Biebrza potrafi docenić wysiłek. Zaraz po wyjściu z lasu pokazały się dwa łosie. Niezbyt blisko. To dobry powód, żeby wleźć w bagno i trochę się zbliżyć. Mat juz się uśmiecha. Można powiedzieć, że dzień jest udany. Potem jeszcze sarna przebiegła wypłoszona przez nisko przelatujący czerwony balon. Jakiś ptaszek przysiadł na krzaku. Na wieży grupa zjadła śniadanko i grzecznie wróciła do Wilczej Jamy. Poranek można zaliczyć do udanych.













Ognisko

"Drzewo jest mocą, która powoli wznosi się ku niebu."

Antoine de Saint-Exupéry

Ulotna magia ogniska. Ogień od zarania traktowany był mistycznie. Dym palonego drewna unosił myśl do stwórcy niezależnie od systemu religijnego. Czysty duchowy przekaz. Nie ma chyba chłopca, który nie byłby zafascynowany ogniskiem. Zebrać drewno, odpowiednio ułożyć i rozpalić. Uczta dla chłopców wyrastających z dzieciństwa i wkraczających w wiek młodzieńczy. Kuba szkoli się pod czujnym okiem mistrza Adriana. Dym już unosi się ku górze. Ogień zapłonie za chwilę. Tata Adam odpoczywa zażywając kąpieli z fal monitora komputera.  Dzicz dziczą, Biebrza Biebrzą, ale nie dajmy się zwariować.