piątek, 26 grudnia 2014

Postępy

"Czy jeżeli ludożerca je nożem i widelcem - to postęp?"
Stanisław Jerzy Lec

Ach te myśli nieuczesane Pana Leca. Dziadek Marek je bardzo lubił i nie ma się co dziwić, bo strasznie przewrotne. U nas też postęp. Kuchnia skręcona, drzwi postawione i szafy wróciły na swoje miejsce. Zaraz po tym jak GDL pomalowała ściany i zakończyła prace malarskie pojawili się panowie i ułozyli nową podłogę. Poszło błyskawicznie. Po zakończeniu zamiast cieszyć się zasłużonym odpoczynkiem pomogli tacie wnieść właśnie dostarczone meble kuchenne, które tata ze spokojem poskręcał. Ekipa podłogowa uwinęła się profesjonalnie i szybko, a zainstalowana podłoga od razu dodała uroku pomalowanym ścianom. Pojawiły się tez dekoracje okienne specjalnie przygotowane przez p. Anię - główną księgową GDL. Po podłodze wkorczył Mikele z Osą i odtworzyli szafy zdemontowane przez tatę. Mikele powycinał w blacie kuchennym otwory na kuchenkę i zlew oraz dopasował część szafek. Zwróćcie uwagę na ich ubrania! Kolor dobrany idealnie do pracy w naszym domu. Potem Piotr, Kris i Monika pomogli poprzestawiać część mebli i wyczyścić mieszkanie. W trakcie pojawila się kolejna Ania z GDL i przywiozła wieszak i choinkę! W końcu po zainstalowaniu blatu i zlewozmywaka zjawiła się szalona para elektroenergetyków podłączając kuchnię i ubierając choinkę. Dziś jadę pierwszy raz do domku na rekonesans i małe porządki!














środa, 24 grudnia 2014

Radosnych Świąt!

Kochani, życzę Wam wszystkim radosnych i rodzinnych Świąt. Odstawcie smutki, troski i zmartwienia na bok. Bez pośpiechu cieszcie się czasem spędzanym z bliskimi.  Czekajcie na pierwszą gwiazdkę, i miejcie wiarę w Mikołaja. Może przyniesie wymarzone prezenty? Dla mnie Mikołaj był bardzo szczodry. Wrócę do odnowionego domu. GDL spisała się na medal!

Projekt Armageddon wchodzi w końcową fazę. Zmiany są duże i widoczne. Niedługo kilka zdjęć.

czwartek, 18 grudnia 2014

GDL - praca nabiera kształtu i formy!

"Sztuka polega na doskonaleniu formy."

Witold Gombrowicz

Jak się okazuje GDL organizując projekt "Armageddon" nie miała w planach totalnej demolki. GDL to nie huragan, ani sztorm. Siła pracy ta sama, ale efekty odmienne. Projekt zaczyna nabierać kształtu i formy! GDL zadziwiają mnie coraz bardziej. Zaangażowanie i energia włożona w pracę właśnie dają efekty. Chętnie bym Was wszystkich uściskał, gdybym tylko mógł!

środa, 17 grudnia 2014

GDL w akcji

"Tylko praca daje okazję odkryć nam nas samych, pokazać to, czym naprawdę jesteśmy, a nie tylko to, na co wyglądamy."

Joseph Conrad

To właśnie autorzy całego zamieszania. GDL czyli Grupa Dobrych Ludzi, którzy postanowili odnowić moje mieszkanie. Praca wre, zmian masa, a GDL zapracowani i uśmiechnięci. Są niesamowici. Chapeau bas! Ukłony i oklaski dla Was. To tylko część zespołu. Na Wasze ręce podziękowania dla wszystkich zaangażowanych w projekt Armageddon.
To był bardzo trudny rok dla mnie. Ciągłe zapalenia płuc, osiem pobytów szpitalnych, dwunasty miesiąc antybiotykoterapii. Nie spodziewałem się już niczego pozytywnego, a tu takie zaskoczenie. Ciekawe jaki będzie efekt końcowy?







sobota, 13 grudnia 2014

Armageddon

"Czy nie lepiej byłoby, zamiast tępić zło, szerzyć dobro?"

Antoine de Saint-Exupéry 

Właśnie się zaczął. Normalnie o tej porze myśli się powoli o choince i prezentach. Święta za pasem. U nas zaś wzorcowy armageddon. Porządki, wynoszenie mebli, sortowanie rzeczy. GDL - czyli Grupa Dobrych Ludzi postanowiła z uwagi na mój stan pomóc i odnowić mieszkanie. Początek 15.12. Koniec... zobaczymy.  Bardzo się cieszę, że spotkaliśmy GDL. To dziwne uczucie. Łatwiej chyba pomagać niż pozwolić pomóc sobie. GDL ma w planach bardzo poważne prace w moim domu. Już nie mogę się doczekać. Niestety nie wiem czy mogę pisać kim są... na razie pozostanę przy GDL. Sam pomysł i inicjatywa są dla mnie zaskoczeniem, a plany... bardziej niespodziewane niż przyjście Mikołaja. Malowanie, podłoga, drzwi, kuchnia. Remont pełną parą. Podziękowania i wdzięczność to chyba za mało. Chciałbym móc wyrazić jedno i drugie. Najchętniej wstać i uściskać ich wszystkich. GDL jesteście wspaniali. Dziękuję już teraz za pomysł i chęci!

 

Jeść

"...bierze głęboki oddech. Poza cierpliwością nie ma nic do stracenia."

Paulo Coelho

Jem. Wreszcie zacząłem jeść. Wreszcie wróciłem. Wołam, mruczę, zdrowo śpię i jem. Dawno tak nie jadłem. Schudłem. Szpitale i zapalenia płuc wymęczyły mnie i odchudziły. Antybiotyki też nie pomagały w jedzeniu. Teraz jem jak miś po zakończonym właśnie śnie zimowym. Może wrócą mi siły do życia i ćwiczeń?  Na razie otwieram szeroko oczy i rano znów czekam, aż ktoś wyjmie mnie z łóżka. Słucham i czekam na dźwięk i dotyk. Znów interesuję się światem wokół mnie...

piątek, 5 grudnia 2014

Wypuścili mnie


"Wiado­mo, że w całym kra­ju od przeszło pięciuset lat nikt z ra­dości nie umarł. "

Georg Christoph Lichtenberg

Wypuścili mnie! Wróciłem do domu i od razu pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Poznaję dom. Czuję, że jestem u siebie to i usmiecham się i otwieram oczy. Chyba widać, że jestem zadowolony i radosny. Teraz odpoczynek.  Żebym tylko jadł, bo za bardzo schudłem. W domu czekała na mnie niespodzianka. Kasia przysłała mi płyty Tomcia i piękny list. Kasiu cały czas jestem z Wami. Jutro zaczynam słuchanie płyt.

niedziela, 30 listopada 2014

Mój banan dla WAS!

"Naj­le­piej człowiek pro­si, gdy dziękuje."

Stefan Wyszyński

Ten uśmiech jest dla WAS. Fundacja zakończyła rozliczanie kont. Dzięki Wam w przyszłym roku nadal będę mógł ćwiczyć i uczestniczyć w zajęciach rehabilitacyjnych. To nie jest normalne, że nie mogę robić tego samodzielnie. To nie jest normalne, że rodzice nie są w stanie samodzielnie sfinansować mojego leczenia. Mam natomiast szczeście, że Wy poświęcacie mi swój czas i pomagacie mi w rehabilitacji. Kochani Bardzo dziękuję! Z całego serca!    
                                        
Dzięki Wam moje życie jest na tyle aktywne na ile może być. Nie oznacza to, że jest łatwe i przyjemne, ale na pewno lżejsze niż gdyby  nie było Waszego wsparcia. Akcja "Pomarańczowa Alternatywa - przekaż 1% podatku za 2013" zakończona sukcesem. W przyszłym roku w planie 3 turnusy rehabilitacyjne sfinansowane dzięki Waszemu wsparciu. 
Ja nadal w szpitalu. Od stycznia ruszamy z kolejną akcją. Mam nadzieję, że nadal będziecie ze mną.

środa, 26 listopada 2014

Festiwal smaku.

"Bezmyślność zabija. Innych."

Stanisław Jerzy Lec

Leżę i już. Dni płyną powoli. Leki, masaże, oklepywania. Jedzenie i wizyty lekarzy. Ot i mój dzień szalony. Muszę uważać, żeby adrenalina nie uderzyła mi do głowy. Jeszcze świszczy i rzęzi mi w płucach. Jeszcze zapalenie nie odpuszcza. 
W niedzielę tata przyszedł to i odmiana jakaś była. Był czas, żeby się uśmiechnąć i zasnąć. Tata patrzył jak spię, bo i co miał robić. No, ale przecież nie byłby sobą gdyby nie wpadł na jakiś pomysł. Ten zaś napatoczył się razem z przyniesionym dla mnie deserem. Przydziałowy szpitalny deser objawił się w postaci 6 biszkoptów. $ paczki były na cały oddział. Cóż za rozrzutność i szaleństwo. Szkoda, że nie spróbuję, bo przecież to nie dla mnie. Nie zjem tego, bo nie umiem, ale kogo to obchodzi. Zamiast próżonego jabłka lub czegoś podobnego przynoszą mi coś czym mogę się udławić. Tata nie mógł się powstrzymać. Pani roznosząca jedzenie usłyszała tylko tatowy gromki śmiech. Potem w ruch poszedł aparat. Kolacja nie odbiegała klasą od podwieczorku. Otrzymałem 3 kółka prasowanego ryżu, bo przecież jestem bezglutenowcem. Nie ma co! Muszę uważać żeby nie przytyć. I nikt nie zastanowi się, że to nie dla mnie, że nie zjem, że musi być zmiksowane. Przydział to przydział.


środa, 19 listopada 2014

Jutro znów szpital.

"Nies­te­ty, rzad­ko koło zdarzeń ob­ra­ca siła naszych marzeń."

Jan Izydor Sztaudynger

 Właśnie. Może to dlatego, że ja nie umiem wypowiedzieć marzeń? Może gdybym umiał to bym nie chorował?  11 miesięcy z antybiotykiem. Sama przyjemność. Jutro wracam do szpitala. Może tym razem wygram chociaż z nawracającym zapaleniem płuc? Zdecydowanie wołanym robić inne rzeczy. Mogę nawet ćwiczyć bez końca z Anią i Tisą Tiseńką. Bez końca. Przecież muszą się kiedyś zmęczyć i dać mi odetchnąć. Tylko nie szpital. Znów wkłucia, pobieranie krwi, dodatkowe leki. Pompy, pomiary, badania. Do tego posiłki o dziwacznych porach. Pewnie znów rozweseli mnie jakaś koalcja lub inny równie smakowity posiłek. Co zrobić. Nie wstanę i nie ucieknę. Nie powiem nie, nie będę się bronił. Dobrze, że chociaż Wiki będzie na tym samym oddziale. Nie ma co - doskonałe miejsce spotkań. Żeby tylko Św. Mikołaj nas tam nie zastał...

niedziela, 16 listopada 2014

Łóżko

"Człowiek spędza życie praktycznie w dwóch miejscach: w łóżku i w butach."

 Éric-Em­manuel Schmitt 

Ja zdecydowanie w łóżku. Butów używam kurtuazyjnie i raczej jako element ozdobny i społecznie wymagany przy wyjściach na zewnątrz. Łóżka zaś używam cały dzień.
Dzięki Wam mam teraz takie profesjonalne. Bez Was nie byłoby to możliwe! Co prawda w mieszkaniu już w ogóle nie ma miejsca, ale co tam! Mam przynajmniej wygodne regulowane elektrycznie łóżko. Podobno najmniejsze z możliwych. To chyba jakiś marketnigowy żart. 105cm szerokości... ale łatwiej będzie mnie kłaść i podnosić. Łatwiej będzie mnie wygodnie ułożyć. Łóżko zastawi pewnie taty jaskinię. Ciekawe jak będzie wychodzić na zewnątrz?

Ech!

"Nie chodzi tu więc o to, czy ktoś jest słaby, czy sil­ny, tyl­ko - czy może przet­rwać miarę swo­jego cier­pienia, mo­ral­ne­go czy fizycznego. "

Johann Wolfgang Goethe




Znowu słabo. Od paru dni ponownie mam zapalenie płuc i czekam do środy na szpital. W tym roku uparło się to zapalenie płuc na mnie. Udało mi się jeszcze poćwiczyć z Anią Masakracją, jeszcze otworzyć oczy i świadomie odczuwać wszystkie te naciągania, uciski i ułożenia. Jednak słaby jestem, mniej jem i gorzej oddycham. Połykam kolejny antybiotyk.  Czy moje płuca odetchną wreszcie? Noc minęła niespokojnie. Nie spałem zbytza dobrze. Dopiero nad ranem zasnąłem twardo i zdrowo. Rodzice pozwolili mi się wyspać, ale przez to przesunęło się karmienie. Jak tu wszystko pogodzić, jak spowodować, żebym jadł, spał i ćwiczył prawidłowo? Skoro dziś są wybory można byłoby zapytać, gdyby był jakiś sens: "Jak żyć Pani Premier?"




czwartek, 13 listopada 2014

Krabat uzupełnienie - spotkanie w Piotrkowie Trybunalskim


W uzupełnieniu... do poprzedniego wpisu. Spotkanie odbędzie się również w Piotrkowie Trybunalskim! 19.11 w Szansie. Szczegóły poniżej!



środa, 12 listopada 2014

Okiem taty - grupa wsparcia - Krabat - warsztaty i pokaz sprzętu rehabilitacyjnego.

"Nie to, co już wiemy, lecz to, co chcemy wiedzieć - świadczy o naszej mądrości."

Władysław Grzeszczyk

Nasze chore dzieci potrzebują sprzętu zarówno do rehabilitacji jak i codziennego funkcjonowania. Zwykle jest to sprzęt wysoce specjalistyczny i bardzo drogi. Z tym niestety nic nie zrobimy. Tak po prostu jest. Sama choroba, system dopłat, potrzebne certyfikaty powodują, że wszelkie urządzenia mają mocno wygórowane ceny.  Musimy zatem szukać rozwiązań optymalnych. Teoretycznie sprzętu jest masa, jednak jak przychodzi do konkretnych zakupów to okazuje się , że wcale nie jest to takie proste. Duże znaczenie ma tutaj brak dostępu do sprzętu, brak możliwości jego przetestowania i oceny czy będzie właściwy. Producenci i sprzedawcy nie garną się jakoś przesadnie do organizowania spotkań z rodzicami w kameralnym gronie poza występami na ogólnopolskich targach sprzętu rehabilitacyjnego. Jakiś czas temu zdarzyło się, że w Pabianicach odbyło się spotkanie fizjoterapeutów połączone z prezentacją sprzętu rehabilitacyjnego. Tam spotkałem między innymi producenta ortez i butów zakładanych na ortezy. Szczególnie ciekawe były buty, gdyż pozwalają one na użytkowanie ortez w ciągu dnia, również na zewnątrz w trakcie zimy. Tu istotny jest wprowadzony prosty system zakładania obuwia na ortezę. 

Druga ciekawostka, którą oglądałem to produkty Krabat. Wtedy to rozmawiałem z przedstawicielem, że warto byłoby prowadzić spotkania nie tylko z terapeutami,  ale również z rodzicami.  Możliwość poznania sprzętu, jego charakterystyki prowadzi przecież do bardziej optymalnych decyzji. Pozwala też nam rodzicom planować zakupy i dostosować je do potrzeb. Do tego zaś potrzebna jest wiedza jaki sprzęt jest na rynku i jak działa.  Jak się okazało przedstawiciel firmy Krabat nie pozostał głuchy na nasze prośby i zorganizował takie spotkanie, na którym będzie prezentacja, warsztaty i przymiarki  sprzętu Krabat. Spotkanie odbędzie się 20 listopada 2014 w Łodzi w Łódzkim Domu Kultury przy Traugutta 18 w sali 308. Przybywajcie zatem i testujcie skoro jest możliwość.

Mnie szczególnie spodobało się urządzenie wspomagające pełzanie oraz pionizator/pływak do ćwiczeń w wodzie. Może kiedyś popływam bezpiecznie z Szymkiem...

Szczegóły i kontakt poniżej. 




wtorek, 11 listopada 2014

Spacer

"Człowiek spacerujący ma w sobie coś duchownego, bo czyni go gotowym, by przyjąć z radością i otwartością każde nieoczekiwane spotkanie."
  
Franco Scaglia


 Po kilku tygodniach wreszcie wyszedłem na spacer. Powietrze, zapachy i dźwięki. Dawno zapomniane przyjemności. Ominęła mnie cała jesień. Prawie jej nie poczułem spędzając kolejne dni w domu lub szpitalu. Jakiż zapach, jakie powietrze! Chłonę otoczenie. Nasłuchuję i wdycham. Jestem czujny. Bardzo przyjemny spacer. Drzewa szykują się do zimy. Gubią liście, które wyglądają jakby zmianą koloru chciały zaczarować rzeczywistość. Mimo ferii barw smutne te opadłe liście. Samotne te pozostałe na drzewach.  Opadające liście odkrywają szare tynki ścian. Szarość przedziera się przez drzewa. Jeszcze jesień nęci kolorem, jeszcze czuć ciepły podmuch wiatru jak gdyby końcówka lata mieszała się z jesienią. Ptaki są już jednak zimowe. Te letnie odleciały. W parku tylko wrony, kawki i gołębie. Strażnicy opadania liści. Pilnują, żeby dokonała się jesienna przemiana. Park na zimę musi być szary. Tylko mech jakiś nieposłuszny, bujnie zielony i świeży. Za nic ma krótszy dzień i chłodne noce. Pewnie i tak mam szczęście, że jeszcze poczułem zapach słonecznej jesieni, a nie jesiennej pluchy. Jeszcze słońce świeci mi w twarz przyjemnie wygrzewając policzki. Dzień krótki już, zmrok zapada szybko. Do domu wracać czas.








 

sobota, 8 listopada 2014

Sobota

"Kto inny sieje i orze,
A on się wyspać nie może.
Od świtu śpi aż po świt:
Po prostu hańba i wstyd"


Jan Brzechwa

Tak poznaję sobotę. Mateusz przychodzi i przytula się do mnie. Czasem razem zasypiamy, czasem drażni się ze mną łaskocząc mnie i podszczypując. Jak mi się nie podoba to mruczę przeciągle i marszczę czoło. Lubię czuć mojego brata obok. Chyba jako jedyny traktuje mnie normalnie bez taryfy ulgowej. Tu na przykład leży na mnie bezceremonialnie.  Szkoda, że ja nie moge mu napsocić. Jakże chciałbym zrobić mu "porządek" w pokoju, poprzeszkadzać jak się uczy, albo zabrać jego ulubione zabawki. Nie mogę... Dobrze chociaż, że jest, a ja czuję jego obecność.

czwartek, 6 listopada 2014

Dziś jestem

"Nie ma nic równie nieobecnego, jak przytomność umysłu."
  
Antoine de Rivarol

 Jestem. Dziś bardziej przytomny i obecny. Po kilku dniach spania otworzyłem oczy. Ziewam, usmiecham się, mruczę. Ziewam znacząco i głośno. Jestem i nudzę się. Proszę się mną zająć!
Może wreszcie zacznę jeść, bo ostatnio bardzo schudłem. To ciągłe odszkrztuszanie przeszkadza mi w jedzeniu. Jem mniej i wolniej. To i chudnę. Może teraz zacznę jeść więcej?

 

 

poniedziałek, 3 listopada 2014

Światło?

"Nadzieja bierze mnie w ramiona i trzyma w swoich objęciach, ociera mi łzy i mówi, że dziś, jutro, za dwa dni wszystko będzie dobrze, a ja jestem na tyle szalona, że ośmielam się w to wierzyć."

Tahereh Mafi

No to zaaplikowali mi kolejny antybiotyk. Jeszcze trochę, a moja dieta składać się będzie jedynie  z leków, bo nic innego nie wcisnę. Dla każdego coś dobrego: witaminy, antybiotyki, sterydy, hormony, stabilizatory, blokery, leki osłaniające. Białe i kolorowe, stałe i w płynie. Przed jedzeniem, w trakcie i po jedzeniu. Rano i wieczorem. Do wyboru do koloru. Żeby było mało z tym moim przeziębieniem to jeszcze w nocy w trakcie ataku ugryzłem się w język. A co! Nikt mi przecież nie zabroni. Teraz jest fioletowy od piochtaniny. Mama musiała zalać, bo ugryzłem się paskudnie. Może potrzebowałem zamiast lekarstw kawałka świeżego mięsa? 
Mimo, że wyglądam i czuję się słabo, dzisiaj odwiedziła mnie Ania, żeby ze mną poćwiczyć i rozruszać moje mięśnie i kości. Delikatnie bez nadmiernego wysiłku. Tak, żeby pobudzić krew do krążenia. W trakcie ćwiczeń tata zaczął robić zdjęcia i przysunął dość mocną lampę. Czy nie wydaje się wam, że wyglądam jakbym patrzył w światło? Tata i Ania znieruchomieli. Czy to wynik wysiłku i ćwiczeń czy może jakiś promyk światła dociera jednak do mojego mózgu. Na zdjęciu zdecydowanie wyglądam jakbym patrzył. Ciekawe przeżycie dla wszystkich. Czarodziejska chwila, w trakcie której wyglądam prawie normalnie.





niedziela, 2 listopada 2014

Buuuuuu!

"Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło."

Oscar Wilde

Słabo. Znów charczę i rzężę. Cały dzięń przespałem. Dopiero wieczorem otworzyłem oczy. Całe szczęście, że dzięki Wam rodzice mogli kupić ssak. Ślinię się mocno i krztuszę. Ssak pomaga mi oddychać, ale i tak nie jest łatwo. Jeszcze ta nieszczęsna tańcząca epilepsja. Mocno mnie wyczerpuje w tanecznym układzie. Bezkompromisowo pożera moją energię. Ładna jesień, zapach liści i powietrza nie dla mnie niestety. O spacerach i wyjściach mogę zapomnieć. Areszt domowy zapewniony.  Do szpitala miałem wrócić 17 listopada. Jak tak dalej pójdzie nie dotrwam do następnej niedzieli w domu. W tym roku przeziębienia nie dają mi spokoju. Przez to mniej jem i nie mam siły. Jak nie mam siły to albo śpię, albo jestem karmiony. I ta masa leków, lepkich i gorzkich wcale nie ułatwia mi przełykania.

sobota, 1 listopada 2014

Epilepsy is Dancing

 "Widziałam trzy ataki i zawsze był to ich końcowy etap. Temat pojawił się, kiedy w zeszłym roku patrzyłem na zespół i nagle miałem wrażenie, że Ian chyba zatańczy i niespodziewanie on tańczył, naprawdę wspaniale. Hooky i Barney spoglądali nerwowo na scenę i było jasne, o czym myślą. Dlatego zawsze byłem zdania, że to nie dlatego, że nie bierze tabletek, ale dlatego, że nie bierze ich wystarczająco dużo. Coś działo się podczas występu, coś, co było silniejsze od prochów i sprawiło, że dostawał ataku."
Tony Wilson

Deborah Curtis – Joy Division i Ian Curtis. Przejmujący z oddali.


Dziś tańczę częściej i silniej...







niedziela, 26 października 2014

W uścisku

"Nie jest naj­ważniej­sze, byś był lep­szy od in­nych. Naj­ważniej­sze jest, byś był lep­szy od sa­mego siebie z dnia wczorajszego."

Mahatma Gandhi

Mój brat traktuje mnie tak jakby nic mi nie było.
Przytula mnie, czasem wytarmosi. Dziś na przykład obejrzał ze mną film. Razem niby oglądaliśmy. To, że przecież nie widze nie miało znaczenia. Chodziło o to żebyśmy razem spędzili czas. On pewnie też chciałby mieć takiego normalnego młodszego brata. Rozrabiającego i psocącego. Mógłby wtedy być statszym bratem pełną gębą. Wyganiałby mnie z pokoju, wymyślał zabawy, odprowadzał do przedszkola... Cóż nie tylko moje życie zmieniła choroba. Jednak czy może być coś piękniejszego niż uścisk kochającego brata?

piątek, 24 października 2014

Dobry wieczór

"Tros­ki uczą od­czu­wać spokój jak szczęście."

Stefan Żeromski

Wróciłem. Jeszcze jestem zdezorientowany, ale oczy otwieram szeroko. Czuję, że jestem w domu. Na trzy tygodnie. Potem znów wrócę do szpitala. Na razie jednak trzy tygodnie w domu. Wreszcie normalna kąpiel i Mateusz obok. Fajnie jest usłyszeć brata i poczuć jego rękę. Nawet Pan Kot zamiałczał na przywitanie.  Też się stęsknił.

poniedziałek, 20 października 2014

Niespodzianka

"Nie myśl o szczęściu. Nie przyj­dzie - nie zro­bi za­wodu; przyj­dzie - zro­bi niespodziankę."

Bolesław Prus

Kiedy ja tak śpię spokojnie w Fundacji "Zdążyć z Pomocą" panie księgowe rozpoczęly księgowanie 1% podatku za rok 2013. Po cichu powiem Wam, że Wasze wpłaty zaczynają zasilać moje konto. Może znów uzbieramy na trzy turnusy rehabilitacyjne? Te moje zapalenia płuc powodują, że rodzice zastanawiają się nad zakupem sprzętu: odsysacza, może i kaflatora. Ten ostatni jest bardzo drogi, ale pomaga oczyszczać płuca. Przecież zamiast leżeć na oddziałach chorób płuc lepiej ćwiczyć utrzymywanie głowy i pozostałe partie mięśni. Jak każdy rosnę i moje dziecięce łóżeczko niedługo będzie za małe. Konieczny będzie zakup łóżka rehabilitacyjnego.  Wszystko okaże się w praniu. Dziś mogę znów Wam podziękować z całego serca. Bez Was moje postępy nie byłyby możliwe. Sama motywacja rodziców - choćby najsilniejsza - nie wystarczy.

Niedziela

"Nie wierzę w istnienie aniołów
Jednak patrząc na Ciebie myślę, że się mylę
Jeślibym wierzył, wezwałbym je wszystkie razem
I poprosił by miały nad Tobą pieczę"

Nick Cave
Dzisiaj znów tata przyjechał do mnie do szpitala. Mama dostała wolne i mogła choć na chwilę się oderwać. Jak usłyszałem tatę znów się ucieszyłem i śmiałem jak wczoraj. Potem razem jedliśmy i  ćwiczyliśmy. Można powiedzieć leniwy dzień. Szkoda, że przy tak ładnej pogodzie muszę siedzieć w szpitalu zamiast korzystać ze słońca i powietrza. Słyszę szumiące drzewa, za oknem jest las. Przejeżdżające samochody rozjeżdżają żołędzie. Słyszę jak pękają. Spadają liście. Słyszę jak wiatr przesuwa je po ziemi. Szeleszczą. Czuję ciepło na twarzy. Tata pewnie posadził mnie na kolanach tak, żeby słońce ogrzało moją twarz. Zwężają się moje źrenice. Ciepło uspokaja, światło skupia moje oczy. Chłonę. Czuję zapach jesieni. Zapach wygrzanych  suchych liści i wiatru zmieszanego z promieniami słońca.

niedziela, 19 października 2014

I system potrafi być śmieszny

"Gro­tes­ka to sig­nun nieudol­ności, mar­ka fab­ryczna tandety. "

Witold Gombrowicz

Czasem to chyba nawet dobrze, że nie widzę, nie myślę zbyt szybko i jestem wycofany. Mam 4,5 roku. Nie jem tylko ciumkam, nie przełykam za dobrze, słabo gryzę. Jem raczej papki, ale system o tym nie wie, bo system przecież nie myśli. Dziś tata parsknął śmiechem, a raczej wybuchł. Uśmiech miał od ucha do ucha, kiedy system dostarczył za pośrednictwem bardzo miłej pani posiłek dla mnie. To moja kolacja. Prawdopodobnie umarłbym przełykając chleb z tym czymś w lewym górnym rogu. Wygląda jak płytka podłogowa. To pod spodem to chyba jakaś uszczelka. Dobrze, że jestem w izolatce. Tata rżał jak koń.

sobota, 18 października 2014

Ha!


"Bo radość to słoneczny kolor życia."

Samuel Coleridge

Tak przywitałem dziś tatę jak tylko usłyszałem, że przyszedł. Ucieszyłem się i ożywiłem. Pełny szczery i radosny uśmiech. Czasem są takie chwile, które można nazwać normalnymi. Prawda, że dziwne? Leżę w końcu w szpitalu przechodząc kolejne zapalenie płuc, a ja się uśmiecham. Tata też. Sytuacja jak najbardziej do śmiechu w każdej innej sytuacji. Nie "widzieliśmy" się przecież parę dni. Ale żeby się tak cieszyć w szpitalu? Ważne, że na moment chcociaż zapominamy prawie o wszystkim. Czysta radość,  ulotny moment dodający energii i siły. Niezapomniana chwila i ...bezcenna. Chwila, w której zatrzymuje sie czas i odpowiada na pytanie czy warto?

środa, 15 października 2014

Szpital, szpital, szpital

Punkt widzenia zależy od miejsca leżenia


No to ja nie widzę, ale czuję, że będę w innym miejscu leżał. Właśnie przenoszę się do szpitala. Znów mam zapalenie oskrzeli i będę w szpitalu w Łagiewnikach. Po prostu ciężko mi się oddycha, i mam zapchane gardło. Z odkrztuszaniem i przełykaniem idzie mi słabo, więc wydzielina zalega mi w gardle. W ciągu dnia łatwiej ją odciągać, ale w nocy jak rodzice zasną oddychałem ciężej. Pilnowali mnie w nocy na zmianę ile mogli, ale przecież i oni musza kiedyś spać. Melduję się więc w szpitalu ze szmerami i charczeniem w oskrzelach. Standardowo izba przyjęć, przyjęcie na oddział, pobranie krwi, antybiotyk. Dobrze choć, że szpital jest w lesie. Czuję zapach jesiennych liści.

niedziela, 12 października 2014

Okiem taty - po spotkaniu.

"Wys­tar­czy po­myśleć, ile się zmienia, jeżeli zej­dzie się z chod­ni­ka i zro­bi trzy kro­ki po jezdni..."

Julio Cortázar

 Jeteśmy po spotkaniu. Ośrodek na Dziewanny okazał się bardzo gościnny i mogliśmy rozmawiać do woli. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że potrzeba organizowania takich spotkań jest potężna, a skala problemu trudna do ogarnięcia.

 Wczoraj poznaliśmy historię 7 miesięcznej Jagódki i jej rodziców, którzy próbują zmierzyć się z wyzwaniem wychowywania niepełnosprawnego dziecka. Znów okazało się, że na oddziałach szpitalnych nie otrzymali wsparcia psychologicznego i z problemami musieli mierzyć się sami. Znów okazało się, że system nie jest przygotowany do wspierania rodziców w trudnych chwilach po porodzie i późniejszym pobycie na oddziałach intensywnej opieki. Jestem tym bardziej zdeprymowany do dalszych działań. Przecież na oddziale, na którym przebywali rodzice z Jagódką prowadziliśmy rozmowy, że proponujemy naszą pomoc i wsparcie. Nadal nie do końca rozumiem z jakiego powodu nie chcą wykorzystać naszych doświadczeń. Kolejna rodzina musiała samodzielnie zmierzyć się z niepewnością, smutkiem, złością i strachem o los dziecka. Znów zabrakło właściwej komunikacji i informacji. Zastanawiam się kiedy wreszcie personel medyczny zrozumie, że bez właściwego przygotowania rodziców, bez odpowiedniego wsparcia w tych początkowych ekstremalnie trudnych miesiącach trudno będzie później szybko stworzyć właściwe warunki do życia, wychowania i rehabilitowania dziecka. "Zrozumie" to może niewłaściwe słowo, bo zapewne lekarze i pielęgniarki mają świadomość takiego stanu rzeczy. Potrzeba jest jednak działania i chęci podjęcia tego dodatkowego obowiązku. Tym razem kolejna rodzina musiała samodzielnie otrząsnąć się z szoku.

Z Jagódką i  rodzicami z pewnością będziemy utrzymywać kontakt.

Potrzeba działań i spotkań jest zdecydowanie paląca. Wczoraj okazało się na przykład, że obecni nie założyli jeszcze 1% kont rozliczeniowych lub założyli je po kilku latach, a przecież w znakomitej większości przypadków rehabilitacja odbywa się właśnie dzięki funduszom zebranym na takich kontach. 
Wszyscy obecni byli spoza Łodzi i tu pojawił się nowy temat dotyczący braku rehabilitantów do pracy z dziećmi. Możliwe, że te nasze spotkania zintegrują rodziców mieszkających poza Łodzią.  Może uda się im zorganizować w taki spozób, żeby zapraszać rehabilitanta do siebie i minimalizować koszty jego dojazdu. Wyjazd do jednego dziecka będzie przecież bardziej kosztowny niż dla trójki.

Powoli zbliża się czas zwiększania skuteczności naszych działań. Rozmowy na oddziałach szpitalnych będziemy prowadzić nadal, choć na razie efekty są dalekie od oczekiwań. Dlatego też będziemy chcieli właczyć mocniej do działań instytucje, które mogą skuteczniej propagować ideę grupy wsparcia rodziców. Z tego też powodu zaprosiliśmy na spotkanie Izę z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, która prowadzi między innymi świetlice integracji społecznej. Pracownicy terenowi MOPS z uwagi na charakter prowadzonej pracy mają zdecydowanie większe możliwości wskazywania rodzin, które potrzebują naszego wsparcia. Pojawiło się kilka pomysłów jak MOPS może wykorzystać potencjał naszej grupy. Mam nadzieję,  że uda nam się z Izą skutecznie wypracować formę działania.