środa, 4 marca 2015

Pełnia

"Gdyby słońce i księżyc zaczęły wątpić, natychmiast by zgasły."

William Blake

I'll see you on the dark side of the moon... the moon over bourbon street, ... The bright lights, the people, and the moon and all...daj mi księżycowy krok...The moon, is a powerful lover... Księżyc raz odwiedził staw...Nie przysłaniajcie różom księżyca gdy świeci,
Róże kochają księżyc tak jak poeci...Papierowy księżyc z nieba spadł...Katarzyno ten księżyc to ja... Resztę dopowie księżyc...J’ai besoin de la lune pour lui parler la nuit... Au clair de la lune, mon ami Pierro..La Lune Est Morte, La Lune Est Morte...Want to find out where the moon goes...The moon a phantom rose... 
Księżyc, potężny, magiczny, Książę nocy,  nocny piechur, samotny wędrowiec.  Natchnienie artystów, poetów i pieśniarzy. Bohater piosenek. Sprawca przypływów, zegarmistrz nocy. 

Całą swą siłę ujawnia w trakcie pełni. Piękny i odległy...dla mnie jednak zbyt bliski. Pełnia mimo swej magii, wilczego wycia, śpiewu Romea to ciężki czas dla mnie. Tydzień przed pełnią też. Ludzkość zna bezsenność, zna lunatykowanie, zna też epilepsję, która tuż przed i w trakcie pełni przybiera na sile. Jak w zegarku, co do dnia. Im bardziej jestem świadomy, im więcej mam sił i leki nie otępiają mnie dokumentnie' tym silniejsze ataki mam w trakcie pełni. Wielki księżyc przypomina o swej boskiej naturze, gdy praprzodkowie czcili nocnego wędrowca. I nie ma znaczenia, że odbitym światłem się mieni, sam mrocznym pozostając. Nie ma znaczenia, że oswojony przez człowieka i wzięty w posiadanie. Na mnie ma wpływ i nie chce odpuścić. Mogę tylko czekać, aż pełnia przeminie.




Ciekawe czy znacie wszystkie piosenki ze wstępu?

poniedziałek, 2 marca 2015

Udało się! Mat udostępnił zdjęcia z Parku Sienkiewicza.


















Twój 1% może pomóc!

Kochani! Cały czas zbieram 1% podatku PIT na leczenie i rehabilitację. To Wasza pomoc pozwala mi ćwiczyć i wyrywa mnie z ciemnej strony snu. 
Pewnie część z Was nie ma ochoty wypisywać papierowych PITów. Nic prostszego. Fundacja "Zdążyć z pomocą" udostępniła program. możecie go ściągnąć na komputer lub wypełnić online.

Wydarzenie

"Nigdy nie trać cierpliwości - to jest ostatni klucz, który otwiera drzwi."

 Antoine de Saint-Exupéry

 Dziś pierwszy raz od pół roku byłem na dłuższym spacerze w lesie. Nie jakimś tam wyjściu do lekarza, na badanie, pobranie krwi. Normalny leśny spacer. Długi i leniwy. Las cichy i spokojny. Słychać wiosenne ptaki, które jeszcze niemrawo dają znać, że powoli zbliża się wiosna, Swoją drogą ciekawe co bardziej przypomina o budzącym się życiu: drzewo, które trwa w jednym miejscu, a po zimowym śnie wypuszcza pierwsze pąki, a potem świeże, soczyście zielone liście. Czy też ptaki, które bardziej słychać niż widać. Jednak ptak cieszy się wolnością, której drzewo nigdy nie zazna...
Drzewa trwają, ptaki żyją.Wiosna się budzi. Już nawet lód na kanale przestał się upierać i topi się nieuchronnie.








niedziela, 1 marca 2015

Zadanie

"Dwie siły potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot. Zadanie: nie należy dopuścić do narodzin hybrydy - precyzyjnego bełkotu."

Stanisław Jerzy Lec

Mat na szczęście miał łatwiejsze zadanie. Okazało się, że razem z kolegą dostali zadanie wykonania pracy chyba na zajęcia z informatyki.  Praca to połączenie tekstu ze zdjęciami. Chłopaki podzielili się w sposób łatwy do przewidzenia. Mat robi zdjęcia Kacper pisze tekst. Początki nie były wcale takie łatwe. Mat wpadł na pomysł wykonania zdjęć do tekstu o tym jak robić profesjonalne zdjęcia. Do tego chciał wciągnąć tatę. Na szczęście pojawił się stryjek, który spokojnie wytłumaczył Mateuszowi, że do profesjonalnych tekstów o profesjonalnych zdjęciach jeszcze dorośnie. Na razie niech zrobi swoje...własne. Tata jeszcze zasugerował, żeby zdjęcia miały jakiś wspólny temat, mianownik lub łącznik, żeby Kacper mógł napisać jakiś spójny tekst. Czas operacyjny 1,5 godziny do obiadu - przecież nie zamierzali się głodzić zbytnio. Padło na Park Sienkiewicza, który został dokładnie zinwentaryzowany. Ofiarą młodego adepta fotografii padł Plastuś, budynki, pomniki, fontanna, drzewa, kamień, place zabaw. Okazało się, że nie wystarczy zrobić "pstryk", an, że aparat robi zdjęcia sam. Mat namęczył się ostro i wrócił zadowolony. Szczególnie, że w parku można było zaobserwować pierwsze przebłyski wiosny. Tym razem zdjęcia taty z wypadu. Może namówię Mateusza, żeby udostępnił własne.











Nikt nie jest bezpieczny!

"... dziewięćdziesiąt procent wiedzy, jaką zdaje nam się, że posiadamy, czerpiemy z obserwacji, a nie z własnego życia."

José Saramago

Przyjazd Jeremka nie zmienił grafika zajęć obowiązkowych. Ania jak zwykle z zapałem prowadziła zajęcia z napinania, rozciągania i zmuszania mnie do utrzymywania głowy.  Ponieważ ma dużo wiedzy oraz uprawnienia do diagnozowania noworodków i niemowląt Jeremi w naturalny sposób wpadł Ani w oko. Zaczęło się zerkanie, spoglądanie, podnoszenie brwi i przepytywanie rodziców Jeremka. Stryjek z Agnieszką byli bardzo zadowoleni z obecności Ani i możliwości diagnozowania Jeremiego. Jeremek zaś bawił się na całego nieświadomy badawczych spojrzeń i konsekwencji jakie go czekają. Skoro wpadł w oko Ani nie mogło się przecież bez konsekwencji obyć. Każdy ma jakieś wady i defekty, a jeśli wydaje mu się, że nie ma to oznacza tyle tylko, że nie zostały zdiagnozowane co zawsze można nadrobić. Jeremkowi po ocenie zostały zaaplikowane bandaże na stopy, które będą mu towarzyszyć przez najbliższe 8 miesięcy. Jeremi! Trzymaj się chłopie! Ania Masakracja nie śpi!



piątek, 27 lutego 2015

Jeremi

"Życie bez radości to lampka bez oliwy."

Walter Scott


Odwiedził mnie stryjek, stryjenka i Jeremek! Mój roczny bratanek. Żywa iskierka, która właśnie zaczyna stać i próbuje chodzić. Uśmiechnięty i ciekawy świata chłopiec.  Dobrze mi u stryjka na kolanach... dobrze, że czasem możemy się spotkać...szkoda, że nie częściej, ale tak to już bywa. Mamy przeziębione żeby mnie nie przeziębić pozakładały maseczki. Wyglądały zabawnie... do tego ja z rurką, a Jeremek w pasiaku. Doborowa ekipa. Dobrze, że stryjek wygląda normalnie.

wtorek, 17 lutego 2015

Spełnienie

"Uśmiech wędruje daleko."

James Joyes

21.30. Nie śpię. Cieszę się. Zabawa moimi nogami i stopami wprawia mnie w dobry nastrój. Lubię czuć obok kogoś bliskiego. Lubię wyczekiwanie na dotyk i dźwięk, ale tylko jak mam świadomość, że ktoś jest obok. Potrafię pokazać, że jestem zadowolony, że zabawa sprawia mi przyjemność. Dobrze jest czuć. Oczekiwanie ma sens tylko jak się spełnia. Niespełnione oczekiwanie nie prowadzi do szczęścia. Ja muszę czuć i słyszeć. Nie zobaczę, ale będę wiedział...

poniedziałek, 16 lutego 2015

Okiem taty - protest opiekunów niepełnosprawnych i dzieci niepełnosprawnych

"Czy pożarty misjonarz ma uważać swoją misję za spełnioną?"

Stanisław Jerzy Lec 

Dobrze, że obie grupy występują razem. Przecież nie ma w opiece różnicy. W obu przypadkach potrzebne jest poświęcenie, oddanie i miłość. Bez tego nie ma opieki szczególnie w trudnych przypadkach. Potrzebne są i pieniądze, żeby opieka mogła być skuteczna. Był protest rodziców, był protest opiekunów, były wypracowane rozwiązania. Bez górników, ich agresji, wycia i pałek. Bez rolników w klimatyzowanych fortecach na kółkach. Przyjęte rozwiązania dla mnie minimalne. Tak, moim zdaniem minimalne i symboliczne, bo walka nie powinna odbywać się o najniższą krajową tylko średnią krajową! Zasiłki i dodatki miały wzrastać do 1200zł. Dla wyjaśnienia - miesięczne wydatki na leki Szymona to 1000zł. Kolejny 1000zł to rehabilitacja w domu. Gdybyśmy mieli korzystać jedynie z propozycji państwowej służby zdrowia Szymon pewnie miałby przykurcze i zwyrodnienia. Zajęcia proponowane przez NFZ raz w tygodniu to trochę mało... a gdzie wydatki na specjalną dietę, sprzęt? Tak więc te 1200zł to kropla w morzu potrzeb. Okazuje się jednak, że zasiłki mają być niższe i uzależnione od dochodów. Masz chore dziecko? Trudno... zarabiasz więcej? Jeszcze trudniej. Pomysł z czystej epoki socjalizmu jak becikowe.... dajmy każdemu po równo. Od lat zastanawiam się ile czasu jeszcze zajmie myślicielom wszelkiej maści, że wysokość wsparcia powinna być uzależniona nie od dochodu, tylko od stopnia niepełnosprawności. Znów ktoś powie, że chcę wywrócić system. Być może, ale czy nie jest on postawiony na głowie od początku do końca. Już sposób orzekania o niepełnosprawności jest ułomny. W orzeczeniu wpisane są trzy kody  w zależności od "widzimisię" komisji. Pytanie, które sobie zadaję to czemu tylko trzy. Szymon ma porażenie mózgowe, wodogłowie, wielopoziomowe uszkodzenia mózgu, epilepsję, kłopoty z tarczycą i nadnerczami, bradykardię, nie widzi. W orzeczeniu ma trzy kody, które nie obejmują np. braku wzroku. Niby nic, ale przy każdej okazji musimy raz za razem udowadniać, że Szymek nie widzi. Przecież w orzeczeniu nie ma o tym wzmianki ( bo się nie mieści, bo można tylko trzy jednostki - wyjaśnień można znaleźć więcej wedle życzenia), a skoro nie ma to widzi. Orzeczenie o niepełnosprawności, moim zdaniem, powinno wyczerpywać temat oceny stanu pacjenta na tyle w pełni na ile to możliwe. Ten opis powinien być podstawą zaszeregowania do grypy - nazwijmy ją - zasiłkowej. Przecież inaczej wygląda opieka nad osobą niepełnosprawną pozbawioną dłoni, oka lub nogi, a inaczej nad bezwładnym dzieckiem, z którym nie ma tradycyjnego kontaktu, które samo nie jest w stanie wykonać żadnej czynności poza fizjologicznymi i to nie zawsze. Jeżeli jeszcze takie dziecko ma dodatkowe problemy i musi mieć na przykład ciągłe wsparcie tlenem, założone cewniki etc, to skala problemu rośnie. Rosną wydatki i potrzeby. 
Dziś ktoś wielce doświadczony w problematyce opieki nad niepełnosprawnymi, próbuje przyoszczędzić parę złotych na zasiłkach, zamiast eliminować górnicze trzynastki, czternastki, barbórki, ołówkowe, deputaty i pewnie inne równie potrzebne przywileje. Ktoś inny postanawia pozabijać 300 tysięcy dzików, żeby biednym rolnikom ze wschodu nie zżarły pół worka ziemniaków.
To wszystko z powodu zbliżającej się epidemii wyborczej. Silne i zorganizowane grupy takie jak górnicy, rolnicy, nauczyciele, pocztowcy, kolejarze będą hałasować, żeby dostać ile wlezie nawet jeśli się nie należy. Partie będą obiecywać, rządzący również. Ci ostatni pewnie nawet coś dadzą, żeby na ulicach był spokój. 
Niepełnosprawni zaś z racji swojej ułomności nie wezmą pałek, ani kamieni. Nie podpalą stosu opon, choć może wzorem innych krzykaczy powinni. Jakież byłoby to medialne: dzieci na wózkach, palone opony, zapłakane matki, szpaler policji w kaskach gotowy do obrony Sejmu i Szymek ze sztandarem w dłoniach:



       Dziś należy zaprotestować przeciw próbom obniżenia zasiłku, przeciw próbom uzależnienia otrzymywania zasiłku od wysokości zarobków oraz przeciw rozróżnianiu dzieci niepełnosprawnych od niepełnosprawnych dorosłych. 


Podziękowania

"Nauczyłem się wspaniałej prawdy: od radości, którą sprawia nam czyjaś dobroć większą radością jest wyrażenie wdzięczności za tę dobroć."

Richard Paul Evans  

Dla Was. Dzielnie wspieracie mnie i moje poczynania.Trwacie na posterunku, dzieląc moje troski i radości, a przecież nie jest łatwo. Sami wiecie. Nawet wyskoki z głosowaniem na blog roku przyjmujecie z godnym podziwu spokojem.

Dziś Mateusz postanowił w moim imieniu podziękować Wam. Ja mam ograniczone możliwości, a Mateusz zrobi to doskonale. Kochani to dla Was!



Motywacja

"Każdy szuka jedynie prawdy. I dlatego wszystko inne jest odkrywane tylko przy okazji."

Władysław Grzeszczyk

 Dziś trochę filmowo. Usłyszałem, że zamiast marnować czas na 50 twarzy Greya lepiej dać się sfotografować w 256 odcieniach szarości i będzie to mniejszą klapą niż ten film. Proszę bardzo! To ja! Ćwiczę stanie lub stoję ćwicząc. Wreszcie do domu wrócił po remoncie pionizator, a ja jestem w na tyle dobrej kondycji, że mogę ćwiczyć. No to stoję... może nie jak Cezary Pazura w "Nic śmiesznego" w deszczu,  dzwoniąc do kolegi z scenariuszem. Nie pada, nie ma wilków ani snów na jawie. Stoję o wiele spokojniej, bez nerwów i krzyków. Ćwiczę. Podobno mają kręcić kolejną część Gwiezdnych Wojen. Może będzie potrzebny całkiem nowy Darth Vader? To ja będę gotowy. Nadaję się przecież. Ciężko oddycham, mam rurki i inne dziwne sprzęty. Założymy maskę i płaszczyk i mogę tak stać na planie. A co! You underestimate the dark side of the dream! May the force be with you...

niedziela, 15 lutego 2015

Wesołek

"Wesoła myśl jest niczym wiosna. Otwiera pąki natury ludzkiej."

Jean-Paul Sartre

Dziś się wyspałem. Otwarte oczy, zadowolona mina, równy oddech. Tata otrzymał zadanie nakarmienia mnie jabłkiem, ale tak normalnie - nie przez rurkę. Ja wyczuwam czy karmi mnie mama czy tata...robią to inaczej. Dziś też wyczułem od razu, że zamienili się. Dostałem pierwszą łyżkę od taty i... przestałem przełykać. Usta wypchane jabłkiem jak u chomika, naszykowana kolejna łyżka, a ja nic. Nawet nie drgnę. Trzymam to jabłko w ustach i czekam. Tata od razu zauważył, że ja wiem, że mnie karmi. Prosił, żebym jadł, a ja tylko się uśmiechnąłem. Żeby wiedział, że to nie przypadek. Taki ze mnie chłopiec z poczuciem humoru.

czwartek, 12 lutego 2015

Okiem taty - pokonkursowe rozważania

"Piąte koło u wozu, dziura w moście, drugi grzyb w barszczu i Piłat w credo są według przysłów polskich co najmniej zbytecznymi intruzami i mogą być przyczyną zamętu. Jednak wszystko to razem wzięte nie potrafi narobić tyle zamieszania, co jeden pijak w tramwaju."

 Stefan Wiechecki

Nasza fb znajoma Anita Dudek (mam nadzieję, że nie ma mi za złe) podesłała link do artykułu pani Kingi Matusiak Cebula Roku, czyli Blog Roku vs. rzeczywistość, w którym autorka  przytacza przypadki nieuczciwego podejścia do konkursu. Opisywane sposoby pozyskiwania głosów są na tyle niskie, że nie zasługują na jakikolwiek komentarz na Ciemnej Stronie Snu. Zainteresowanych odsyłam do tekstu źródłowego. W ogólnej ocenie konkursu muszę niestety zgodzić się z autorką. Blog Szymka uczestniczy w konkursie po raz trzeci z rzędu. Zawsze traktowałem go jako zabawę, możliwość pokazania Szymka, jego życia, choroby i związanych z nią powikłań, trudności, wyzwań i problemów. Blog pierwotnie miał być sposobem na odreagowanie dnia, wszelkich napięć, rozterek dla mamy Szymka. Miała to być taka prosta autoterapia. Przeanalizowanie emocji, myśli. Jednocześnie, zauważyłem, że nasi przyjaciele i znajomi szczególnie w pierwszych latach życia Szymka mieli kłopot z zapytaniem nas co u Szymka, jak wam idzie, jak tam...etc. Żeby ułatwić im możliwość dowiedzenia się co się dzieje u Szymka choćby w uproszczonej formie, być może również spłaszczonej emocjonalnie  rozpocząłem pisanie. Tymczasowo.  Mama Szymka miała przecież przejąć temat. To się nie udało. Nie podjęła się pisania... Tu stanąłem przed wyborem: pisać dalej czy też zrezygnować? Pozostałem przy pisaniu, co dla wielu może być zaskoczeniem, że wpisy Szymka to moja robota. Podobno są kobiece... z tego powodu bardzo przepraszam, jeśli ktoś czuje się oszukany lub zawiedziony. W pisaniu pomaga pasja fotografowania. W przypadku dziecka leżącego jest nie lada wyzwaniem, bo ile można wykonać interesujących zdjęć dziecka wycofanego, leżącego, pozbawionego ekspresyjnej mimiki i gestykulacji? Jak wyrazić emocje, jak zainteresować czytelnika? Jak pokazać radość i nie epatować chorobą, zmartwieniami? Stąd seria wpisów, w których Szymek jest naprędce przebrany. Codzienne zmagania nie pozwalają mi na budowanie wystudiowanych kadrów z doskonałą scenografią. To raczej zapis chwili, przy zastanym,  zwykle nieidealnym świetle, ale w tych zdjęciach nie chodzi przecież o jakościowy majstersztyk. Szczególnie, że internetowe wpisy, żyją zwykle krótko.  Zacięcie społeczne, fotografia, muzyka zdecydowanie pomagają przy pisaniu. Przecież nikt nie jest zainteresowany w czytaniu nudnych powtarzalnych postów jest źle... potrzebne to czy tamto, dziś byłem na rehabilitacji.  Stali czytelnicy łatwo odnajdują się w normalnych szymkowych wpisach, cyklu Okiem taty czy też propozycjach filmowych. Część polubiła również pojawiające się prawie zawsze cytaty różnej maści lub eksperymenty z mateuszowymi audiowpisami, które wzmacniają dziecięcy efekt. Blog ewoluuje razem z Szymkiem i nami. Nabieramy rutyny, przyzwyczajamy się do warunków i życia. Zauważamy innych, którzy tak jak my miotają się w dramacie nieuleczalnej choroby. Obserwujemy niemoc systemu, brak wsparcia, zwykła znieczulicę. Stąd Grupa Wsparcia, wymiana doświadczeń pomoc. Być może niewystarczająca, być może zorganizowana nie do końca właściwie, ale wynikająca z potrzeby serca.  To dzięki blogowym wpisom poznaliśmy Kasię od Tomcia, Olguskę Agnieszkę, która z nami uczy się fotografować, Wiedźmę, Zoszkę Radoszkę, mamę braci Petelczyc i wiele wiele innych osób. Część tych osób zostaje z nami po zgłoszeniu ciemnej strony snu do konkursu Blog Roku. Wymieniamy opinie, wspieramy się, pomagamy.

Marsowy wyraz pyska Pana Kota wyraża mój stosunek do kupowania i handlowania głosami w trakcie konkursu. Działania moje i naszych przyjaciół dotyczące głosowania były jak co roku czyste. Nie rozdawaliśmy prezentów, nie obiecywaliśmy reklamy, nie kupowaliśmy głosów. W sumie nawet nie ma dla mnie znaczenia czy inni robili inaczej. Dla mnie wsparcie i głosy oddane na Ciemną Stronę Snu są wyrazem sympatii. Czytając tekst pani Matusiak jest mi tym bardziej miło, że w uczciwy sposób po raz kolejny blog zajął wysokie miejsce. Tym bardziej zdziwiony jestem, że zgłoszony tekst dostał się do drugiego etapu. Możliwe, że blogowe hieny nie doceniły kategorii "tekst roku" lub, że do kolejnego etapu przechodziło 30 tekstów, a nie jak w przypadku blogów 10. 

Dziwi mnie również podejście organizatorów do kategoryzacji blogów. Sygnalizowałem im konieczność oddzielenia niszowych, ciężkich tematycznie i często słabych językowo blogów dotykających problemów niepełnosprawności. Z uwagi na tematykę nie będą one popularne, ani poczytne. Nie taki jest ich cel. Nie będą również językowym mistrzostwem świata, gdyż zwykle pisane są w rzadkich wolnych chwilach, nocą, kiedy senność zagląda w oczy po ciężkim dniu wypełnionym opieką i zmaganiem się z rzeczywistością. Brak takiej kategorii powoduje, że blogi o wcześniakach, autystach, lądują w najbardziej zbliżonej kategorii i nie można mieć im tego za złe.

Przeniesienie Ciemnej Strony Snu do kategorii Życie i Społeczeństwo uważam za kuriozalne czemu dałem wyraz w tekście Okiem taty - kategoria życie i społeczeństwo Jest to działanie niezrozumiałe, niepotrzebne i wzbudzające wątpliwości.

Zgłaszałem również swoje uwagi dotyczące uczestnictwa osób zawodowo zajmujących się posługiwaniem piórem np. dziennikarzy, dla których powinna być moim zdaniem odrębna kategoria. Kolejny temat to uczestnictwo blogów z działalnością handlową lub pisanych na platformach poczytnych gazet i przez te platformy promowanych.

Szkoda, że nawet wydawałoby się zwykła zabawa, jaką dla mnie jest Blog Roku, stała się areną  mniej lub bardziej legalnych marketingowych zabiegów. Możliwe, że chęć zdobycia nagród oraz blogosferowy splendor części uczestnikom ograniczył możliwość racjonalnego myślenia. 

Nadal jednak uważam, że jest to dobry moment na pokazanie szerszej publiczności aspektów życia dzieci z porażeniem mózgowych,  aktywizowania czytelników, budowania własnych grup wsparcia, zachęcania do 1% pomocy na różne cele. Jest to też doskonały moment lub powód, żeby wyjść z cienia własnych obaw wynikających z posiadania dziecka niepełnosprawnego. Pewnie Jagódka mogłaby to potwierdzić... to dobry pretekst, aby przełamać własny lęk i zacząć działać pozytywnie. Jest to też czas, w którym biorący udział w konkursie mogą spotkać podobne przypadki, poczuć wspólnotę doświadczeń i skorzystać z doświadczeń innych uczestników. Być może w normalnych warunkach nie mieliby do tego okazji.

Rolą zaś organizatorów jest zapewnienie warunków do uczciwej konkurencji. I nie ma się co łudzić... blogi, które zbiorą niebotyczną ilość głosów, a nie niosą żadnych treści rozbłysną na moment i zgasną w internetowym zapomnieniu. Narobią jedynie chwilowego hałasu jak przytaczany pijak w tramwaju...

wtorek, 10 lutego 2015

Nie wstanę! Tak będę leżał!

"Kobieta mnie bije! Poddaję się! Dajcie mi wszyscy święty spokój!"

Seksmisja

No teraz to na pewno czuję głowę i pewnie inne części, których nazwać nie umiem. Doigrałem się. Ania już wyczuła, że jestem bardziej świadomy i silniejszy. To przecież oczywiste, że i ćwiczyć mogę więcej, porządniej i dokładniej. To i zwiększyły się wymagania. "Co się dzieje? No o co chodzi? Przecież miało być tak pięknie. Wywiady miały być..." Wywiadów nie będzie, tylko praca i wysiłek. Ania zauważyła, że po mocniejszych zajęciach lepiej oddycham, lepiej śpię, i w ogóle lepiej. I tak jest. Jem regularnie i wystarczająco dużo, nie spada mi waga to i na życie bardziej mi się ma.  Zeszły się do kupy: Pani Magda rehabilitantka  z Kolorowego Świata razem z  Panią Anią neurologopedką, Tisa i Ania Masakracja. Męczą mnie naprzemiennie. Efekty są. Jak sami widzieliście poruszyłem rękami i palcami u rąk. W domu wszyscy przecierali oczy rękami ze zdumienia. Pan Kot też przecierał, ale łapami. Oby więcej takich niespodzianek. Przy zestawie ćwiczeń pań rehabilitantek propozycje Chodakowskiej czy też Jane Fondy to bułka z masłem, ale i stawka poważniejsza.